Paradise Kiss.

Tylko 5 tomów i niesamowity niedosyt. Niesamowity, bo nie spotkałam się wcześniej z mangą, która w tak barwny sposób opowiadałaby o losach licealnego domu mody. Oczywiście cała otoczka jest tylko pretekstem do przepięknych kreacji rodem z nie tego świata. Coś fantastycznego. Jednak to, co najbardziej wkurzyło mnie na ostatniej stroniczce, to zakończenie. Ale o tych i innych rzeczach (bez kompetentnych spoilerów) za chwilę.

„Paradise Kiss”, to tak zwana josei-manga autorstwa Yazawy Ai. Ten dziwny termin oznacza główną grupę docelową do której skierowana jest treść, czyli nastolatki i ich dojrzalsza widownia. Jednak ja uważam, że taka klasyfikacja nigdy w pełni nie odda całego przekazu mangi, więc najlepiej jak pozostawię ten opis w lekkim stanie zawieszenia.

Historia zaczyna się, gdy śledzimy losy uczennicy trzeciej klasy liceum, imieniem Yukari Hayasaki. Zostaje ona ‚wywabiona’ spośród tłumu idącego ulicą. Bowiem uczniowie pewnego artystycznego liceum Yazagaku, poszukują modelki do swojego pokazu, a ona-no co tu dużo mówić, nadaje się do tego wręcz idealnie. Tym samym rozpoczyna się pewien ciekawy proces w życiu naszej bohaterki. Yukari w trakcie obcowania z modowymi marzycielami, zaczyna dostrzegać, że ciągła nauka nie jest jej ulubionym zajęciem i wkręca się coraz mocniej w życie towarzyskie „Parakissu”. „Parakiss” zaś, to właśnie czwórka niezwykle oryginalnych osobistości, zajmująca się projektem sukni na szkolny festiwal. Wśród nich prym wiedzie Jouji „George” Koizumi- utalentowany człeczyna i oryginał, za nic mający sobie niektóre konwenanse. Jest biseksualistą i synem bogacza, z którym nie chce mieć w ogóle do czynienia (dlatego stara się pracować na własny koszt). Jego najlepsza przyjaciółka Isabella (która fizycznie jest płci męskiej), to iście kolorowy ptak i tak zwana postać matkująca w mandze (do tego uwielbia pić herbatkę). Prócz tego mamy również wybuchową parkę, czyli słodką jak cukierek (i wyglądająca niczym małe dziecko) Miwako, oraz Arashiego- nieco narwanego gitarzystę o wyglądzie j-rockowca.

Każdy mini-rozdział (oznaczony tu jako tzw.”Stage”), jest poprzedzony drzewem genealogicznym postaci i przepięknymi rysunkami- a pojedynczą okładkę zdobi wizerunek jednego z bohaterów opowieści. Fabularnie co prawda nie ma tu jakiegoś szału, ale muszę stwierdzić, że poczucie humoru wprowadzone przez panią Yazawę nawet mi odpowiadało. Kreska postaci jest naprawdę dopracowana- choć oczywiste jest, że to na ich ubraniach głównie skupiła się autorka. Co prawda nie wyobrażam sobie w tej chwili ludzi chadzających w stylizacji Isabelli czy Miwako (oczywiście mówię tu o naszym rodzimym kraju), ale jednak muszę przyznać, że na papierze robi to naprawdę mocne wrażenie. Nie mówiąc już o linii odzieżowej „Happy Berry”, której twórczynią jest siostra różowej Miwako (tzn. umówmy się- w mandze króluje szarość, ale w serialu, czy rozmowach, zaznaczono parę razy jej kolor włosów). A suknia pokazowa- no cóż, place lizać. Główny wątek miłosny jest moim zdaniem jednym z ciekawszych elementów opowieści, ale to jak go zwieńczono (bądź jakie rozwiązanie przyjęła autorka) już mi się za bardzo nie podoba.

Tak więc polecam Wam z czystym sumieniem „Paradise Kiss”, bo po pierwsze jest dość krótka (5 tomów), a po drugie jakościowo zwyczajnie wymiata.

9 uwag do wpisu “Paradise Kiss.

  1. O MATKO! Wchodzę tu sobie a tu taki zonk! 😀
    Kocham to, kocham, kocham! *_* Anime także wielbię z całego serca. „Paradise Kiss” i „Nana”, czyli mangi stworzone przez Yazawę Ai i anime na ich podstawie są idealne. Strasznie wciągnęło mnie „PK”. Też mi się nie podobało zakończenie… po prostu byłam zawiedziona. Bohaterowie są znakomicie wykreowani! 'Dziordzi' mnie na przemian wkurzał i zachwycał. XD Anime oglądałam chyba z pięć razy i za każdym razem przeżywam strasznie losy Yukari.

    Nie wiem czy słyszałaś o „Nanie”? Jest jeszcze lepsza niż Paradise Kiss, a myślałam, że już niczego lepszego nie ma. Mangi niestety całej nie czytałam, ale anime, które ma 47 odcinków pochłonęło mnie tak, że w wakacje przez trzy dni siedziałam tylko i oglądałam.

    Wybacz mi Suzarro tego egzaltowanego posta ale normalnie tak mi humor poprawiłaś. 🙂

  2. A mnie się właśnie rozwiązanie bardzo podoba. Yukari, mimo bycia muzą, sama kreatywna nigdy nie była – poza tym jej charakter był dość paskudny. George wiedział, że prędzej czy później się nią znudzi i wolał ją zapamiętać jako Caroline. W ogol cała manga jest jedną z moich ukochanych właśnie z powodu tego, jak bardzo niesztampowa jest to historia.

  3. Nie no, fajnie jak komuś się robi na ciepłe wspominki;) Tytuł jest mi znany, ale ostatnio rzadko zaglądam na propozycje mangowe- najczęściej wybieram coś przez zwyczajny impuls- jak np. „Brzoskwinię”;] 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s