Recap (Naruto Shippuuden 367- 371).

Zazdroszczę Rusty i Myszy tego, jak ładnie wychodzi im pisanie wrażeń odnośnie seriali. I choć nie zapoznałam się w całości z drugim sezonem „Hannibala”  (ani żadnym z sezonów „Teen Wolfa”), poczułam ducha inspiracji do swojej niemałej blokady. Dziś będzie zatem co nieco odnośnie popularnej serii, którą nadrabiam na bieżąco. Żadna tam oryginalność, prawda? No ale nie w tym rzecz chyba. Żeby było jasne, będę w mniejszym bądź większym stopniu spoilerować.

Fanart autorstwa: http://ahrise.tumblr.com/

I znów przed nami pijany opening, albo ja po prostu się przyczepiłam.

Celowo czekałam kilka tygodni, bo nie mam zamiaru stać w (tak zwanym) fabularnym rozkroku. Z drugiej strony, ostatnie militarne wydarzenia ciągną się jak mityczna  „Moda na Sukces”. Gdyby mnie ktoś zapytał od jak dawna czwarta wojna odbywa się w anime, miałabym duży problem z sięgnięciem do pamięci. I nie to, że mam jakąś głębszą znajomość scenerii „Bold and Beautiful”, bo zatrzymałam się na momencie, gdy Brooke i Ridge znów do siebie wrócili, ale to dzieje się chyba nagminnie…

Wracając do meritum: kilka odcinków zostało poświęconych opowieści jak doszło do powstania Konohagakure, co też ma (w jakiś sposób) pomóc Sasuke podjąć decyzję, o tym co zrobi z wioską. Co prawda bardziej, niż samą historią przejmowałabym się tym, że rozmawiam z ożywionymi martwymi, no ale każdy ma swoje schizy.

Już u zarania dziejów shinobi chlastali się więc niemożebnie, ba nie tylko poświęcali dzieci do okrutnej bitwy, ale kompletnie nie zwracali uwagi na argumenty mądrzejszych. Widać to już w momencie, gdy młody Hashirama próbuje wyperswadować swojemu ojcu pokojowe rozwiązanie. Nie tylko zostaje tym ukarany, ale- prócz tego po prostu zlekceważony. Uderzająca jest zatem totalna ignorancja, którą można podciągnąć pod każde rzeczywiste wydarzenie. My wiemy lepiej, więc siedź ta cicho.

I oto pewnego dnia, nad uspokajającym strumieniem/rzeką, Hasirama spotyka pewnego chłopaka- imieniem Madara, który szuka podobnej odskoczni. Dość dziwnie ogląda się nie tyle uśmiechniętego Madarę, co osobę z prywatnymi fazami (nerwica, nerwica everywhere). I tak podczas wspólnych treningów, powtarzających się cykliczne, Madara i Hashirama nie tylko pogłębiają swą przyjaźń, lecz przede wszystkim wypracowują wspólną strategię. Pragną założyć mieszkanie dla każdego ninja/kunoichi, gdzie nie będzie bitew, a młodzi ludzie nie tylko zaczną uczyć się fachu, ale po prostu osiągną spokój.

Niestety nie jest to takie proste, co zresztą obrazują kolejne zlepki scen. Najbardziej dobijający był chyba fragment, w którym najstarsi postanowili zaatakować najmłodszych. Późniejsza motywacja naszego main hero, pozwala jednak na odwrócenie całej sytuacji, ale wcześniejsze zdarzenia na zawsze odbiją się czkawką w każdym z ocalałych. I pomimo kompromisu pod tytułem mamy własne miasteczko, widać jak na dłoni brak zaufania do klanu Uchiha. W takim momencie trudno nie współczuć Madarze, który nie tylko stracił czwórkę rodzeństwa, lecz pomimo bycia drugim założycielem Konohy, jest (wielokrotnie) dyskredytowany z powodu niechęci/uprzedzeń podsycanych przez Tobiramę.

I ten impuls bronienia wioski za każdą cenę, staje się przyczynkiem łańcuchowej reakcji. Nie trzeba być psychologiem by stwierdzić, że trudno od tak być wciąż pozytywnie nastawionym, skoro nie ma się dla kogo żyć. Pewnie dlatego niektórzy fani widzą podobieństwo między Sasuke a Madarą. Ta chłodna kalkulacja przypomina niekiedy totalne wyzucie z uczuć, ale to raczej mętna blokada/wyparcie z powodu traumatycznych wydarzeń.

Jak dla mnie było do przewidzenia, jaką drogę obejmie Sasuke, po pierwsze dlatego, że zamysł autora skupia się na wyborach sercowych (jak to brzmi). Tym samym mamy więc wgląd w główne miejsce walki, które rysuje się mniej więcej tak: bach, pył, wariactwo Dziesięcioogoniastego, nie dam już rady, Sakura power up, pole siłowe. Z drugiej strony trudno by oczekiwać jakichś nowości, skoro za chwilę one nadejdą. To znaczy nie tak znowu za chwilę, bo jak wiadomo częstotliwość nadawania odcinków odbywa się raz na tydzień, więc pewnie znów zrobię sobie odwyk.

Jakby ktoś się pytał: tak właśnie Madara reaguje na swojego największego rywala.

 

4 uwagi do wpisu “Recap (Naruto Shippuuden 367- 371).

  1. a wystarczyłoby użyć jutsu zapomnienia zapomnieli by że się pożarli i że się nienawidzą i można od nowa peace and love wprowadzić ;-D

    1. Tak by było za łatwo, w końcu poszło już tyle odcinków;3.
      Nawiasem mówiąc to Madara by nie dał rady bez swojego najlepszego przyjaciela (a zarazem antagonisty;)).

  2. to można użyć zakazanego jutsu czasu i się cofnąć w czasie by naprostować wszystko na swe miejsce 😉 (tak bezczelnie zżynam z X-menów FTP ) ;-))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s