There once was a prince, as kind as can be, who often went sitting ‚neath a green willow tree.

20140910_012201
Okładka gry

Mrok, ciarki i niepokojący dreszczyk to rzeczy, które kojarzą się z twórczością niejakiej Emily Carroll. Jej przypadkowe odkrycie (jednak jestem dość słaba w researchu), związane z czytelniczym wyzwaniem Rusty, okazało się na tyle absorbujące,  że musiałam poświęcić mu notkę.

W końcu kto z nas nie słyszał o bajkach? Swego czasu czytywałam dzieła Andersena, wielbiąc nad miarę „Królową Śniegu”. Sam motyw zmieniających szkiełek, użyto w grze o tym samym tytule- którą dostałam kilka lat temu. Śledziłam więc losy Kaya i Gerdy za pomocą point and click, zbierając odłamki diabelskiego lustra. Co ciekawe, zabawa nie kończyła się zwyczajnym happy endem, bo gracz pomagał skleić przedmiot temu Złemu.

Równie mile wspominam też „Towarzysza podróży”, czy (innej twórczości) historię o braciach- łabędziach. Nie da się ukryć, że odświeżanie znanych nam motywów w kreatywnych wersjach, uruchamia (przyjemne) pokłady fantazji. Fani „Neverending story” wiedzą o czym mówię.

Poza klasycznym retellingiem baśni- pod postacią książek/filmów, na pierwszy plan wysunął się kuzyn świata grozy, cichy fan braci Grimm, lubiący żonglować poszczególnymi gatunkami. Bo w krótkich, acz depresyjnych historiach-wyjętych rodem z horror story, zobaczyć można bardzo różne elementy. Właściwie powinnam zacząć od tego, że do tematu porwała mnie okładka „Through the Woods” będąca zbiorem opowiadań Emily Carroll. W tempie ekspresowym znalazłam też link do odrębnych dzieł autorki, prezentowanych w formie komiksowej. I choć nie byłam za dobrze nastawiona co do treści, z czasem nie tylko odświeżałam te historie, ale złapałam się na pamiętaniu ich obrazów. Łączenie fabuły i kreacji świata przedstawionego, spowodowało wybuchową (wręcz) mieszankę estetyczną.

Na pierwszy ogień poszło „The Prince & The Sea”– istna wariacja na temat (nie lubianych przeze mnie) ballad Mickiewicza. Wydaje mi się, że było tym dziełem, które zrobiło najbardziej piorunujące wrażenie. Jeśli przyjrzycie się kolorystyce, zauważycie jak często zmienia się pod wpływem narracji. Niby nie jest to ogromna innowacja, ale spełnia dużą rolę w graniu na emocjach.

Mamy więc otoczonego ciepłymi barwami księcia, rumieniącego się na widok Syreny. Trudno nie wyjść od skojarzeń z słynną baśnią Andersena: jest więc zakazana miłość i dwa światy zwieńczone konkretnym przyrzeczeniem. Tym razem czyny stoją tu po stronie księcia, który wydaje się bardziej niewinny od nimfy. Romans przypomina momentami inspirację czarnym romantyzmem, co też sugeruje dalszy ciąg fabuły.

Czy tylko mnie przeraziła pewna scena nad jeziorem? Rymowanka wyraźnie podkreśla psychotyczny stan, który widzimy pod koniec tej tragicznej historii. Zakończenie baśni wersem- tym samym co w pierwszej linijce jest… zaiste mocne.

Skąd więc podobieństwo do polskiego wieszcza? Rzecz jasna chodzi tu o „Świteziankę” i użycie wody jako katalizatora magii. Jest i Szekspir i dziwne uczucie w podbrzuszu.

Im dalej w las, tym więcej drzew, a wedle  „His face all red” więcej szaleństwa. Perspektywa pierwszoosobowa w tej przygodzie jest bowiem przewrotna.

To co od razu przyciąga uwagę to fakt, że poniekąd my jesteśmy młodszym bratem*. Widzimy jego gonitwę myśli, wiedząc, co stanie się po pewnym kadrze. Nagromadzenie negatywnych emocji- wytłuszczonych czarnym drukiem i kontrast po zmaganiach ze zwierzyną, prowadzi do (ciekawego) punktu kulminacyjnego. Otwarte zakończenie powoduje ten stan niepokoju, który przyrównać można do filmów Hitchcocka. Nie bez powodu też kluczowa akcja odbywa się w lesie, uważanym za zalążek siły zła. Od razu skojarzyło mi się to z „Miasteczkiem Twin Peaks” i postacią rzekomego Boba.

Autorka odnosi się zatem do baśni o „Czerwonym Kapturku”,  tylko, że tym razem to wilk jest ofiarą. Albo raczej ludzie są wilkami.

Na sam koniec wisienka na torcie w kategorii palpitacja roku, czyli „Out of skin”. Zlepek najmroczniejszych i najbardziej makabrycznych zakamarków naszej duszy elementów jakie mogą powstać w tzw. baśniowej grozie. Biel i czerń występująca w opowieści łączy się z kościstym chłodem wiejącym zza łączy [internetowych].

W tym świecie natura bierze sprawy w swoje ręce i domaga się sprawiedliwości. Stanowi kontrast do innego organizmu, który jest wyzuty z człowieczeństwa. Bo tym razem nasączony zbrodnią, czerwony kapturek jest przyczynkiem działań, będących u podnóża domu. Uważam ten tytuł za kwintesencję twórczości, wprawiających mnie w stan odrętwienia.

Nie da się ukryć, że oryginalny styl Emily Carroll pamięta się dobitnie. Same dialogi, czy też wprowadzenie w sytuację jest podparte charakterystyczną, cienką kreską. By nie przedłużać- dawno tak nie wciągnęła mnie żadna opowieść. W tym dobrym i (nieco) mniej pozytywnym  słowa znaczeniu.

A tu banner wyzwania

*odnoszę wrażenie, że ów brat był młodszy

7 uwag do wpisu “There once was a prince, as kind as can be, who often went sitting ‚neath a green willow tree.

  1. Znam te komiksy i masz całkowitą rację – są absolutnie przerażające! Ale chyba baśnie też takie są – Carroll po prostu czerpie z nich pełnymi garściami i tka na nowo za pomocą swojego talentu.

    1. Coś czułam, że pewnie kojarzysz twórczość E. Carroll- plus masz pokaźną wiedzę w tym temacie;)

      Coś w tym jest, w końcu Andersen też nie powodował we mnie uczucia przyjemnego ciepełka (zresztą tak samo bracia Grimm).

  2. Mi Bracia Grimm nigdy nie kojarzyli się przyjażnie ;)Z resztą ich baśnie nigdy nie należały do przyjemnych. Jakiś czas temu przeczytałam, że powinno się zabronić je czytać! Nawet jeśli obecnie funkconują wersje złagodzone…
    A co do komisków: Przerażające, ale fascynujące jednocześnie 🙂 Nigdy wcześniej nie słyszałam o Emily Carroll. Oświeżanie starych motywów – intryguje mnie to zjawisko, poza tym to jest dobry powód by sobie przypomnieć bajki 🙂

    1. „Jakiś czas temu przeczytałam, że powinno się zabronić je czytać! Nawet jeśli obecnie funkcjonują wersje złagodzone…”- to by było co najmniej niedorzeczne, zważywszy na to, co puszczają chociażby w telewizji.

      Wydaje mi się, że kwestie twórczości braci Grimm funkcjonują na zasadzie mechanizmu wyparcia. Tzn. pamięta się ogólny zarys danej historii, ale w mniej makabrycznym wydaniu (jak u C. Perault). Plus onegdaj oglądałam serial „Simsala Grimm”- tam dopiero zrobiono delikatne wersje baśni 😛

      Plus zawsze fascynowało mnie jak każdy z nas może odebrać dane dzieło. Może tez skusisz się na takie wyzwanie? 😉

      1. Zawsze się znajdą tacy, co będą bojakotwać mało groźne rzeczy 🙂 Zgadam się z zasadą mechanizmu wyparcia – chyba większość osób tak ma 🙂
        Nad wyzwaniem się mocno zastanawiam – muszę tylko znalźć oryginalny pomysł 😉

  3. Znalezienie takich perełek jaki Emily Caroll (o której nic nie słyszałem do dziś) to najprzyjemniejsza rzecz w śledzeniu wyzwań czytelniczych. Dzięki bardzo za zwrócenie na autorkę uwagi 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s