O złu i innych pojęciach względnych.

death_note_ryuk_yagami_light_apples_desktop_2229x1_by_gelatin95-d5sjwrsChoć generalnie tytuł powinien brzmieć „bardzo lubię jabłka„, ponieważ bohater serii- o której będę tu pisać był wyjątkowym koneserem jabłek. A jak dodamy, iż pełnił on funkcję niejakiego Shinigami (aka boga śmierci) rysuje się co mam na myśli. Plus jak wspomnimy, że nie chodziło mi o postaci powiązane z anime „Bleach”*, większość domyśli się, że notka będzie dziś o „Death Note”. Mainstreamowym tytule, o którym wszystko zostało już powiedziane.

 Historia rozpoczyna się jak mityczna, tfu baśniowa Królowa Śniegu: śmiertelnik podnosi coś, co należało do istot nadnaturalnych. Tyle, że tym razem Notatnik Śmierci, który znajdzie się w posiadaniu Raito Yagamiego będzie odbiciem serca tego bohatera. Bo jeśli masz do wyboru niezwykły przedmiot, z pomocą którego odbierasz czyjeś życie, może to (w jakimś stopniu) odzwierciedlać jakim jesteś człowiekiem.

Ale zacznijmy od początku. Ów Raito Yagami reprezentuje podejście większości ludzi inteligentnych: jest w pewnym stopniu przekonany o swej wyższości nad innymi. Ten egocentryzm polega właściwie na tym, że wie, iż świat jest zgnilizną i już on mógłby na tym globie wszystko poukładać. Jest prymusem, ukochanym synem nie sprawiającym problemów, więc kto jak nie on winien  decydować o porządku świata? Raito też z początku będzie sceptyczny, bo nie uwierzy w to, że ten notes (z dziwnie napisanymi instrukcjami) faktycznie zadziała. Zamierza go wypróbować, wpisując imię przestępcy/rodzaj zgonu,  przy czym wie też dokładnie jak ów kryminalista wygląda. Ten gest będzie też zalążkiem istnej wojny przeciwko policji, pojęciu sprawiedliwości, a może i moralności.

ryuk_light
Raito i Ryuk

Bo oto oprócz notesu (ciekawie zaakcentowano tu konieczność ukrycia tej rzeczy przed postronnymi), za Raito podążać będzie niewidzialny obserwator, czyli Ryuk- Shinigami, który woli śledzić poczynania człowieczka, niż grać w karty ze znudzonymi kompanami z zaświatów. Ryuk będzie zatem komentować (udawane) interakcje Raito, śmiać się z jego częściowych porażek, a przede wszystkim stanie się motorem siedzącym z boku wydarzeń. Z jednej strony nie przeszkadza mu, kto właśnie zawłaszczył sobie jego przedmiot (czyli ów notes), z drugiej za kilka jabłek jest w stanie pójść na pewien kompromis. Bunny ma Lunę, Ash Ketchum Pikachu, a Raito Yagami Ryuka.

Po kilku incydentach związanych z oczyszczaniem kraju z mętów, Raito  w mediach (oraz świecie wirtualnym) zostaje ochrzczony Kirą Tyle, że do tanga trzeba dwojga- więc poza wieściami rozchodzącymi się w internecie, Kira szybko spotyka swojego antagonistę. Najlepszego detektywa od spraw beznadziejnych, noszącego chwytliwy pseudonim L. L. zacznie też szybko komplikować zamiary Yagamiego, początkowo próbując go rozpracować, aż w końcu posunie się do najbardziej ekstremalnych środków. Kto bowiem lepiej zrozumie świeżego następcę boga, jak nie ten, co również nie lubi przegrywać?

Gdy Raito i L. testują siebie nawzajem, akcja zaczyna nabierać rumieńców. Widać to w momencie ich prawdziwej konfrontacji, podpartej gonitwą myśli- gdy próbują ocenić swoje ruchy na podstawie rozmowy. Jest to z pewnością jeden z najmocniejszych punktów całego „Death Note”, bo mamy do czynienia z ponad przeciętnymi osobowościami, charakteryzującymi się gamą przeciwieństw. Raito jest przystojnym dla ogółu, interesującym mężczyzną o grzywce Justina Biebera, L. to przygarbiony kuzyn emo o (jak rzekł sam Yagami) „przyćpanych oczach” **,  konsumujący cukier w nadmiernej ilości.

L-Lawliet-death-note-35773761-704-396
L., czyli true detective

Wątki w początkowych epizodach powiązane są na tyle skrzętnie, że w każdym odcinku dowiemy się czegoś nowego. Zatem prócz relacji na linii L.- Raito, dochodzi m.in. motyw agentki badającej śmierć narzeczonego, czy problem policji bojącej się o swoje życie. Jakiś czas później, do dwójki głównych bohaterów dochodzi dziewczyna o imieniu Misa, wiążąca swe losy z naszym oziębłym killerem. Misa też posiada pewną tajemnicę, którą- na skutek niezwykłych wydarzeń, podzieli się z Raito.

Nie wiem czemu, twórcy serii obdarzyli Misę tak bardzo dziecinnym głosikiem, ale mnie to chwilami mierziło. Sam charakter bohaterki da się rozpisać na jeden paragraf. Blond piękność jest bowiem popularną celebrytką, właściwie modelką, która na pierwszy rzut oka wydaje się infantylna. Z tym, że kiedy chodzi o jej terytorium vel chłopaka Raito, jest wstanie zapłonąć gniewem i pozbyć się wszystkich, stojących na drodze miłości. Tę frazę należy (jednak) objąć w głęboki cudzysłów, bo widać od razu, że młodemu Yagamiemu chodziło tylko o własne profity. Wykorzysta Misę wedle swoich upodobań, przy czym dziewczę przyjmie to z radością, bo uważa go za rycerzyka w lśniącej zbroi. Zachowanie Raito momentami ogląda się z właściwym niesmakiem i naprawdę szkoda, że twórcy nie rozbudowali charakteru samej Misy. Brakowało mi tej dwuznaczności z początku jej interakcji z Raito, gdy dowiodła swej inteligencji. Później Misa plasuje się już w kategorii wdzięcznej zakochanej, służącej głównie do rozładowania napięcia między L. a Raito.

To, co podobało mi się od samego początku, to fakt, iż bohaterowie działają wedle swych egoistycznych pobudek. L.- choć pełni  funkcję niejakiego stróża prawa, często wykracza poza moralne zasady, co wzbudzało oburzenie jego pobratymców. Raito grał nawet ze swoją rodziną, używał każdego, kto choć trochę mógł przyczynić się do jego zwycięstwa. [możliwy spoiler] Taka Rem- choć jest Shinigami, złamie pozaziemskie prawo, żeby tylko uratować śmiertelną istotę[koniec]. Kwestia rozeznania zła i dobra, zaczyna się w pewnym momencie komplikować-stawiając pytanie jak daleko posuniemy się, by dojść do celu.

Misa, czyli kocham psychopatę

Wraz z zwrotem wydarzeń, sprawa Kiry rozprzestrzenia się na kolejne zakątki globu, tyle, że nie powoduje to wzrostu napięcia. Jestem jedną z osób, którym fabularne twisty (na dziesięć epizodów pod koniec serii) wcale się nie podobały. To, że mamy do czynienia z poszerzeniem ilości postaci, nie oznacza, że mocniej wciągniemy się w serię. Gdzieś po drodze zapodział się chyba wydźwięk całego „Death Note’ a”, a może czekałam na inne zwieńczenie fabuły.

Seria z 2006 roku charakteryzuje się nowoczesnym rozwiązaniami technicznymi. Sam krajobraz miasta- choć realistyczny, przynosi ze sobą chłód powiązany z charakterem Raito. Również design postaci jest bardziej prawdziwy, stąd brak wielkich oczu, no może z wyjątkiem niektórych przedstawicielek płci pięknej. W pamięć zapada również ścieżka dźwiękowa, która przypomina (dark?) ambientowe kawałki spółki Trent Reznor/ Atticus Ross. To konsolowe plumkanie, czy częste wibracje przywodzą na myśl soundtrack do „Dziewczyny z tatuażem”. W tle rozbrzmiewa również muzyka rockowa, a każdy odcinek przeplata się z przerywnikami, stylizowanymi na Notatnik Śmierci.

W sieci odnajdziecie porównanie serii do „Zbrodni i kary”. O ile mogę się zgodzić odnośnie kwestii Raskolnikow kontra reszta świata, o tyle nie pasuje mi utożsamianie go z Yagamim. Raito nigdy nie wzbudzał mojej sympatii, był wyzutym z człowieczeństwa robotem, który nawet dla swoich (rzekomych) przyjaciół nie był wstanie wykrzesać nic ponad formalizm.

Czy zatem warto nadrabiać „Death Note”? Nie bez powodu owo anime króluje na szczycie najlepiej ocenianych. Mi jednak brakowało oryginalnych postaci (poza L., czy Mello), choć sam pomysł na fabułę i odcinek końcowy śledziło się wyśmienicie. Seria nie jest również długa, posiada 37 epizodów, co antyfani tasiemców przyjmą pewnie z otwartymi ramionami.

DEATH NOTE - 05 - Large 18

*kiedyś chciałam napisać notkę pod tytułem „Bleach, please”, ale z drugiej strony powtarzałabym tylko to, co rzucano w kierunku niedogodności tej serii; nie biorę tu pod uwagę samej schematyczności shounenów, ale fakt, że (sam) główny bohater (rzecz jasna) musiał posiadać umiejętności z dwóch różnych światów/tudzież ras i bez problemu rozkładał trudniejszych od siebie przeciwników; infantylny Monkey D. Luffy i jego Gumowy Pistolet, czy zboczony Naruto mający obsesję na punkcie jednego faceta są już bardziej wiarygodni od Ichigo K.; idealnego prawie, że jak kryształ, męskiego przedstawiciela marysuizmu- albowiem takie odnoszę wrażenie

** chyba nie muszę dodawać, iż jest on najpopularniejszą postacią w tej serii; i wcale nie chodzi mi o żaden ship

22 uwagi do wpisu “O złu i innych pojęciach względnych.

  1. Anime nigdy nie widziałam, ale czytałam mangę i kiedyś kochałam ją miłością szaleńczą, nawet przez pewien czas pomagałam przy tworzeniu fanowskiej strony, naskrobałam opisy postaci i jakieś tam inne pierdoły. Niestety, po śmierci mojej ulubionej postaci (nie napiszę jakiej, by osoby niezaznajomione nie nadziały się na okrutny spoiler) manga straciła dla mnie urok i jej poziom fabularnie także zaczął spadać. Tak zakończyłam przygodę z Death Note, jak dla mnie jest to doskonały przykład tytułu, w którym twórca nie wiedział, kiedy zakończyć, niestety.
    Mi także podczas lektury przyszły skojarzenia ze Zbrodnią i karą i zgadzam się, że Raskolnikowa i Ratio ciężko postawić na tej samej półce. W końcu Raskolnikow zaczynał jako prawdziwy socjopata i z dalszą akcją zdobywał uczucia, Ratio rozwijał się przeciwną stronę – na początku miał jeszcze jakieś emocje, których stopniowo zaczął się wyzbywać, zamieniając się bezdusznego robota, brrr.
    @rob, są dwa filmy oparte na Death Note i jest jeszcze film o L, tego trzeciego nie widziałam, dwa pierwsze natomiast były w moim odczuciu średnie, za bardzo uproszczone. Choć z drugiej strony ciężko upchnąć wydarzenia z kilku tomów mangi w 2 godzinach, aż się boję co zrobią z Shingeki no Kyojin!

    1. Gdybym oglądała DN w wieku nastoletnim, pewnie uważałabym tę serię za wybitną. Jednak biorąc pod uwagę jak zmieniły się niektóre tropy w kulturze (Misa- OMG, to mogła być tak interesująca postać ;/) czułam ewidentny niedosyt.

      Domyślam się, o jaką postać może Ci chodzić, bo ja też poczułam rezygnację po jej śmierci. Dokładnie tak, twórcy chyba rozkochali się w swoim pomyśle, myśleli, że będzie lepiej, mocniej, a wcale tak się nie stało.

      Raito to bohater zły do szpiku kości, drażniły mnie jego uśmieszki ;3

      Co do filmu o L., pewnie chodzi CI o „L: Change the World”. Jak piszesz o tym, że serie szału nie robią, to muszę odłożyć je na dalszy seans. Ciężko mi w ogóle przestawić się z rysunku na prawdziwą taśmę.

      1. Trafiłaś w sedno, ja przez długi czas uważałam Death Note za wybitną, a potem dorosłam i z zachwytu wyrosłam:). Tak samo mam teraz z Monsterem, za który wzięłam się ponownie ze względu na start polskiego wydania. Manga od DN zdecydowanie lepsza, ale ilość zbiegów okoliczności jest czasami śmieszny. Aż się boję wrócić do wspomnianych przez Akedeię 20th Century Boys (których przerwałam jakoś w połowie i rzuciłam przez to koszmarne czekanie na kolejne chaptery, grr), bo nie chcę nagle odkryć, że historia nie jest taka wspaniała jaką ją zapamiętałam.
        I zgadzam się co do Misy! Ugh, ależ ona była irytująca! A najgorsze jest to, że początkowo wcale się taka nie wydawała, ale twórcy jakby nagle stracili do niej serce lub skończyły im się pomysły i machnęli ręką, w pełni skupiając się na rywalizacji Ratio-L. Szkoda!

    2. Co do porzucania serii z powodu nadmiernego czekania- pełna zgoda. Z tym, że aż tak nie znam się na tytułach jak wy:P
      No właśnie ja z Misą mam problem, bo z jednej strony wydawała mi się osobą, która celowo kreuje się na idiotkę, z drugiej momentami twórcy przeginali z jej rzekomym urokiem.
      Nadal mam w głowie scenę na dachu wieżowca (chodzi o L. w deszczu), którą niektórzy interpretują jako aluzję odnośnie orientacji Raito (z tym, że nie wierzę, by on czuł cokolwiek prócz swojego samouwielbienia :]).

    3. No tak, tylko trzeba przyznać, że i Monster, i Chłopcy są o wiele lepiej przemyślani. Z Urasawą jest tak, że zawsze najlepiej poznać całość, inaczej w pierwszych tomach nie widzi się wszystkiego (wybacz, uwielbiam Urasawę, więc nie mogłam się powstrzymać xD). A do przeczytania całych chłopców naprawdę zachęcam (szczególnie że kto wie, może niedługo będą po polsku?), bo o ile końcówka jest rzeczywiście ciut dłużąca się (nie dużo, ale właśnie – ciut), o tyle samo rozplanowanie historii jest niesamowite. Ach, i ta druga połowa! No i bardzo creepy „Friend”!
      Suzarro – kreska u Urasawy jest dosyć realistyczna i to chyba najlepsze, co mogło się przydarzyć tym tytułom. Facet ma wyrobiony warsztat, umie tworzyć poprzez kadry i historię świetne napięcie, niestety pojedyncze strony tego nie oddają ;). Np. w też dobrym mystery (chociaż to nie Urasawa :P) Bokura no Kiseki przez kreskę autorki bardzo często mylą mi się postacie, bo oprócz włosów nie ma w nich prawie nic charakterystycznego, przez co się ciężej ten tytuł czyta. A szkoda, bo sama historia jest naprawdę warta uwagi (polecam, dobrych mystery jest jak na lekarstwo, a to trzyma poziom).

      1. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś napisała przekonujący mnie do serii tekst;p

        Podobna kreska to zmora, tez trafiłam kiedyś na mangę, gdzie lwia część męskich postaci wyglądała prawie identycznie;/

      2. Yhm… Ale ja to tak dawno temu czytałam! 3 i pół roku już minęło, a ja generalnie nawet po tygodniu od przeczytania nie czuję się na siłach napisać recenzji czy innego tekstu… Ale mam w planach (no cóż, na razie tylko plany!) napisać coś o Pluto (też Urasawa), więc może do tego Cię przekonam chociaż trochę? 🙂
        Podobni bohaterowie to zmora wielu serii, a już jak się jest yaoistką, to w ogóle ^^. Dlatego właśnie lubię webtoony – tam nawet jeśli bohaterowie zbyt wiele się od siebie nie różnią, to zawsze można ich poznać po kolorze. Currygom (autorka Kubery) np. ma bardzo podobne męskie twarze i włosy, ale kolor wszystko załatwia. No i fakt, że bohaterowie baaardzo rzadko zmieniają ubrania :D, co z kolei jest zmorą serii fantastycznych.

        1. Jaka szybka odpowiedź 😛

          Ja mam tak, że albo napiszę coś od razu albo w ogóle, nie umiem (generalnie) robić takich rozbudowanych analiz serii, jak poszczególni blogerzy- często czytam je z lekkim podziwem, że ktoś tak może.

          Napisać zawsze możesz, jak jeszcze widzę, że mangaka dostał za swoje prace niejedną nagrodę, ciekawość się zwiększa.

          Jeden z moich ulubionych seriali animowanych, czyli „Martin Tajemniczy” też posiada bohaterów, co non stop noszą te same ubrania na przestrzeni kilku miesięcy, albo i roku :]

      3. Bo jak się siedzi na necie, czeka na ogłoszenie Kotori (a nuż to nie będzie Finder? byłoby miło) i nic się nie robi, to się zagląda wszędzie, gdzie się tylko da. I konstruuje bardzo niezręczne zdania.
        Niezmienianie ubrań to taki znak rozpoznawczy tasiemcowatych shounenów, szczególnie tych fantastycznych. W niczym nie przeszkadza, ale jak się pomyśli, że bohaterowie ciągle łażą w tych samych ubraniach (kiedy oni je myją?), to morda sama się wyszczerza.
        Swoją drogą, zaczęłam czytać tego bloga niedawno. Jestem też bardzo leniwa, więc zamiast szukać odpowiedzi, zapytam się tutaj: jak często czytasz mangi? Jakie najbardziej lubisz? Generalnie mam problem ze znalezieniem jakiś ciekawych blogów o mangach (ba, w ogóle fandom m&a taki młody, że większość blogów o tej tematyce już tak nie do końca dla mnie), a jako że anime oglądam jak na lekarstwo, to już w ogóle część artykułów odpada.
        Tak się tylko pytam, żeby wiedzieć, na co się nastawić. Czytać bloga i tak będę, bo mi się tutaj podoba 😀 (a co!).

        1. E tam niezręczne, ja się np. jakiś czas temu lekko uzależniłam od Twittera- muszę mieć go włączonego nawet jak nie przeglądam streamu (czy jak to się tam nazywa)…

          [co do stron, to parę razy śmignęła mi przed oczami ta: http://www.sstefania.com/p/tagi.html odnośnie tematyki m &a ]

          Nigdzie tego nie napisałam więc w sumie nie dziwię się, że tego nie wiesz ;). Mangi czytam rzadko, raczej anime wróciło u mnie do łask (jakieś 8 lat przerwy i człowiek czuje się, jakby nie miał o wielu rzeczach pojęcia). W głównej mierze oglądam mainstreamowe shouneny (btw jednym z moich ulubionych jest poprzekręcany w obie strony One Piece, co chyba świadczy o moim specyficznym poczuciu humoru) i niektóre shoujo (np. Brzoskwinia/Paradise Kiss), ale na swoich półkach mam np. pierwszy tom Edenu, NGE, Hellsingi i inne Miyu też nie są mi obce. Jak widać nie znam się zbytnio.

          Cieszę się, z tym, że u mnie zawsze leje się taki misz- masz, blog miał być z założenia stricte filmowy (subiektywne, emocjonalne opinie itepe, itede), także sama nie trzymam się swoich hm założeń.

      4. Znam i bardzo lubię Latające Świnie, tyle że to blog raczej o anime, nie o mandze. One Piece jest za to bardzo popularny, także u nas, więc raczej aż tak dziwnego humoru nie masz :P.
        Moim zdaniem to dobrze, że jest misz-masz, różne wpisy przyciągną różnych czytelników, może ktoś nawet przejdzie na ciemną stronę mocy i zainteresuje się anime przez Ciebie? Nigdy nie wiadomo.

  2. Ryuk na pokemona! XD
    Anime nie oglądałam, czytałam za to trochę mangę i cóż, dobrze się czytało, ale bez rewelacji. Jakiekolwiek wątki etyczne w DN i tak schodzą na bok przez główny wątek „kryminalny” (co w sumie uważam za plus, bo generalnie wolę, jak mangi nie próbują z filozofii czynić tematu przewodniego), który fajnie się czyta, ale po jakimś czasie człowiek się męczy tymi wszystkimi plot twistami. Nie wiem jak animacja, ale DN warto chociaż przejrzeć ze względu na rysunki Obaty <3. Kiedyś też miałam w rękach trzynasty tom po angielsku i zaskoczyła mnie informacja, że scenarzystka mangi w trakcie publikacji planowała tylko parę rozdziałów do przodu, więc może coś w tym jest, że nie wiedziała, kiedy skończyć (albo nie pozwolili jej skończyć – btw. według niej, jabłka nie miały żadnego specjalnego znaczenia, chociaż Obata myślał, że tak będzie, i poniekąd uczynił je symbolem serii). Z drugiej strony 12 tomów można zaliczyć nawet do krótkich shounenów, więc za bardzo się nie rozwlekała.
    Jeśli chodzi o skojarzenia, to dziwne, ale mi jakoś DN zawsze przypominał 20th Century Boys Urasawy (mangę, bo filmów nie widziałam). W sumie nie ma tam aż tak dużo podobieństw, ale np. motyw ratowania i władzy nad światem w trochę bardziej realistycznej odsłonie, mały wątek nadnaturalny (tylko żeby podkreślić pewne rzeczy), bardzo widoczny podział na dwie części (w przypadku Chłopców można nawet na więcej, ale dwie są dobrze widoczne), dużo pobocznych postaci, przeskoki czasowe (w których Urasawa jest mistrzem). Chłopcy w moim odczuciu wypadają oczywiście o niebo lepiej. Z drugiej strony, główni bohaterowie raczej nie są podobni, więc może to tylko parę luźnych wątków.

    1. Ash by się jednak namęczył próbując go złapać;p

      No właśnie ja miałam dokładnie tak jak Rinoasin, przeżyłam wewnętrznie odejście jednego z moich ulubionych bohaterów, z tym, że tu przynajmniej pociągnęłam serię do końca. W takim Grey’s Anatomy nie byłam wstanie wziąć się za kolejne epizody, bo dowiedziałam się, że jedna z mych ulubienic poszła gryźć piach;/

      Niby jabłka nieistotne, a patrz jak ważne stały się dla fanów serii 😉

      Widziałam fragment mangi, rysunki mi się podobały, a anime polecam ze względu na (rewelacyjną) ścieżkę dźwiękową i dubbing niektórych postaci.

      Co do wymienionego przez Ciebie tytułu, nie miałam z nim styczności, ale mnie jakoś grafiki z googla nie porwały 😛

  3. tak off topic to ja przekopując YT odkryłem że japończycy lubią robić pełny cykl czyli manga anime live action great teacher onizuka nodame cantabile detektyw conan kenshin itd itd mają swą wersje live 🙂

  4. Pingback: Karnawał Blogowy #11 - Bobrownia

  5. Pingback: Karnawał Blogowy #11 - Bobrownia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s