Humanizm?

Ciężka sprawa z tym filmem. Z jednej strony świetne efekty specjalne, podparte interesującą problematyką, z drugiej zakończenie będące kołowrotkiem zaprzepaszczonej nadziei. Dlaczego to mówię? Bo uważam, że najnowsze dzieło Nolana posiada jeden wyraźny mankament i kilka iście epickich momentów.

Na całe szczęście podchodziłam do „Interstellar” na sucho: bez czytania recenzji i robienia wrzawy przed premierą. Moim głównym problemem odnośnie pisania o filmach jest właśnie kwestia wtórności. Mam wrażenie, że skoro inni wypowiedzieli się na dany temat, to nie mam nic nowego do dodania. Ten moment coraz częściej świdruje w mej głowie i jak tak dalej pójdzie będę ignorować co świeższe tytuły. Kiedyś, na starym blogu miałam nawet taką sytuację, że 3/4 blogrolki zapełniały wpisy o tym samym dziele. Może jestem hipokrytką, ale w pewnej chwili miałam tego już powyżej uszu i wciąż próbuję się w tej kwestii odblokować.

Christopher Nolan po raz kolejny czyni swoim bohaterem samotnego mężczyznę. Czy to w „Memento”, czy to w „Incepcji”, mieliśmy do czynienia albo z wdowcem, który stracił ukochaną w fatalnych okolicznościach, albo z ojcem chowającym dwójkę dzieci. Nie chcę tutaj bawić się w przypadki, czy teorie spiskowe, ale zauważam powtarzalność pewnego schematu. Nie zapominajmy też o neurotycznych paniach, albo takich, które można nazwać jakby skomplikowanymi. To znaczy nie dla wszystkich, bo o ile nie przeszkadzała mi Carrie- Anne Moss, o tyle z czystym sumieniem przyznam, że drażniła mnie postać Marion Cotillard (Mall i Miranda Tate są do siebie zbyt podobne i nie w pozytywnym słowa znaczeniu).

Moje pierwsze skojarzenie z „Interstellar” to rzecz jasna „WALL-E”: mamy zatem Ziemię chylącą się ku upadkowi. Przy czym gdy w produkcji Pixara wszystko tyczy się problemu globalnego, w fabule Nolana mamy tylko Amerykę. Nie wiemy co działo się na innych zakątkach świata (swoją drogą konflikt rosyjskich, tudzież chińskich specjalistów byłby całkiem niegłupim pomysłem). Jedno jest pewne: czas ucieka. Za chwilę skończą się zapasy, na farmach podnosi się dziwny pył i tylko kilka osób jest wstanie coś z tym fantem zrobić.

Odpowiedzialność za ludzkość spada zatem na pewną rodzinę, a raczej jej głowę, czyli byłego astronautę i inżyniera Coopa. Między swoimi obowiązkami, odkrywa dziwne ślady prowadzące do tajnego miejsca, badającego pewną anomalię. Copp zatem, z trójką innych ochotników wybierze się w podróż do niezbadanych zakątków kosmosu, aby znaleźć nowe miejsce do życia.

dfds

W filmie dominuje kwestia odkupienia przez poświęcenie. Coop bowiem nie dogaduje się ze swoją zdolną córką (którą nawiasem mówiąc trochę faworyzował), popada też w spięcia z współczesnym szkolnictwem, no i jest zdany na łaskę robota, który średnio go rozśmiesza. Mamy też starcie na linii emocje kontra naukowy pragmatyzm. Jeden członek ekspedycji myśli o tym za ile lat spotka bliskich, inny ma w głowie rozpoczęcie nowej ery. Rzecz jasna nie należy tych kwestii rozpatrywać dosłownie, bo żaden człowiek nie jest w stu procentach zły, lub dobry.

Największe wrażenie robi fragment pozaziemski. Mamy kompletną ciszę w trakcie odłączania statku, problemy z pogodzeniem klaustrofobii, a przede wszystkim drobinki na tle innych ciał niebieskich. Nie wiadomo które z nich posiada surowce dla ludzi, wszystko jest grą po omacku i to momentami zastanawia. Bo czy faktycznie można stawiać na szali byty miliardów istnień? Tę sprawę podkreślają chociażby wideo rozmowy. Dla reszty czas nie stanął i jest coraz gorzej.

Postać doktor Brand to zauważalna przeciwwaga dla ryzykownego Coopera. Ona też ma swoje racje i chce walczyć o przetrwanie gatunku, ale częściej wejdzie w konflikt, niż dojdzie z Cooperem do rozwiązania. Na całe szczęście tych niesnasek nie będzie zbyt wiele, choć nie ukrywam, że wodny fragment trochę zadziałał mi na nerwy. Przy okazji: liczyłam na to, że jeden z robotów zmodyfikuje pewne nagranie i będziemy mieć do czynienia z większym dramatyzmem. Bo w filmie najlepiej wypada zagubienie na lodowej planecie. Gdyby reżyser postanowił pójść w inną stronę, być może bylibyśmy świadkami iście hardkorowego zakończenia. Czy jednak skrajny pesymizm (a może i fatalizm) przypadłby każdemu do gustu? Nie sądzę.

Porównanie do „Odysei” Kubricka, czy dzieła Malicka przychodzi naturalnie. We wszystkich przypadkach mamy wszak do czynienia z kosmosem, tyle, że Kubrick stawia na przemoc i bunt, a Malick i Nolan na miłość. Dwie opozycyjne teorie, które jak widać można przedstawić w zupełnie różnej formie. I to mi się akurat podoba, że nie trzeba tych zagadnień pakować w taki sam sposób: jedni wolą słuchać opery, inni organowych ekstaz Zimmera.

[możliwy spoiler]Za to nie jestem szczęśliwa z tego, co stało się po tym jak Coop wysłał TARSA do czarnej dziury. [/koniec]Po prostu tego nie kupiłam, nie mogłam do końca w to uwierzyć, a mówi wam to osoba przyjmująca naprawdę dziwaczne pomysły twórców. Sama końcówka jest dla mnie do przełknięcia, tyle, że wyżej wspomniany fragment mocno rzutuje na całość. Oczywiście- jak to mówi moja mama, science- fiction to jest bardziej fiction, niż science, ale wszystko zależy od indywidualnego podejścia.

Dlatego jeśli wciąż nie widzieliście „Interstellar” idźcie do kina, by wyrobić własną opinię o tym filmie. Moja większości nie zainteresuje, bo cóż mogę jeszcze o tym dziele powiedzieć, poza tym, że jest cudowne wizualnie? Matthew McConaughey dobrze wywiązał się ze swej roli, Anne Hathaway również. Michael Caine wystarczy, że coś zarecytuje a już jest dobrze, poza tym Jessica Chastain jak tylko gdzieś się pojawia, kradnie scenę (najbardziej podobało mi się, gdy ‚mówiła’ do swojego ojca, przypominając mu o obietnicy powrotu). Tak, to jest ten moment, gdy nie wiesz w jaki sposób podsumować daną produkcję. Co ma swoje dobre i nieco mniej kolorowe strony.

Interstellar-Latest-Movie-Wallpaper-4082

4 uwagi do wpisu “Humanizm?

  1. Mnie pewnie ten film zachwyci (wizualnie na pewno). Lubię Nolana, a w jego przypadku jestem mało obiektywna 😉 Mnie Marion Cotillard u Nolana w ogóle nie pasuje. Według mnie nie nadaje się do tego typu filmów. Te dwie bohaterki, które wykreowała, faktycznie są podobne.

    P.S. Mój avatar na Twoim WordPressie mnie rozwala 😀

    1. Jesteś jedyną osobą, której chce się zawsze komentować moje notki o filmach ;).

      Ja myślałam, że będę oczarowana, ale nie mogłam przestać myśleć o jednej rzeczy związanej z tym dziełem i to mnie trochę przygnębiło.

      Ps. Właśnie się zastanawiałam, czy kogoś to nie bawi 😛

  2. Dla mnie Interstellar jest koszmarnie nierówny przez co do dzisiaj nie wiem co o nim myśleć, a na pytanie czy chciałabym go obejrzeć jeszcze raz wciąż nie znam odpowiedzi. Nie spodziewałam się wiele, więc to nie kwestia nastawienia i zawiedzionych oczekiwań. Po prostu coś tutaj poszło nie tak.

    1. Ja miałam jako takie oczekiwania. Moim zdaniem reżyser przekombinował z przesłaniem pod koniec, miałam wrażenie, że gdzieś już to widziałam. Z tego co czytam, Twoja recenzja jest dużo bardziej krytyczna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s