Obnażenie

Gdybym była zmuszona ocenić kino gatunkowe na podstawie jednego filmu, stwierdziłabym, że Włosi są mistrzami estetyki. Skupianie się na detalach, chłonięcie obrazu, dźwięków to rzeczy, które przychodzą na myśl po seansie „Konesera”. Po raz pierwszy od dawna siedziałam po prostu wbita w fotel (a właściwie krzesło), mając gdzieś otaczające mnie środowisko. Lubię tytuły, które trafiają w moje gusta, poniekąd mnie zaskakują swoją formą i zaplanowaną treścią. Co więcej, ta opinia jest prawdopodobnie najbardziej entuzjastyczną w tym miesiącu.

O czym jest film? Niektórzy mówią, że przewidywalnym ciągiem zdarzeń. Tylko, że „Koneser” nie jest po to, aby bawić się w zagadki Holmes’a. To festiwal barw, świetnej gry aktorskiej, a przede wszystkim udany flirt z widzem. Giuseppe Tornatore nie stara się konstruować skomplikowanej nad miarę historii, tylko uderzać w nasze zmysły i emocje. Tak przynajmniej sądzę.

Virgil Oldman to samotny entuzjasta sztuki. Mając kilka lat na karku, wyrobił sobie nie tylko renomę [świetnego] znawcy, ale przede wszystkim stał się szanowany w gronie koneserów. Pracując jako licytant, idealnie porusza się w odczytywaniu tajemnicy kryjącej się za dziełami. Ba, umie dowieść, iż dane płótno było podrobione przez innego twórcę. Fetyszyzm, to chyba najlepsze określenie ulubionych czynności Virgila- który miast spędzać czas na spotkaniach towarzyskich, woli dotykać malunków, nie rozstając się przy tym z parą rękawiczek. Dla Oldmana te przedmioty wykraczają poza zwykłe rozumienie rzeczy, on je mówiąc prosto woli bardziej od większości ludzi. Tyle, że do czasu.

Bo oto pojawia się w tym jakże niemisternym życiu osoba, która wzbudza w Virgilu odmienne uczucia. Nie zna wpierw jej twarzy, nie wie jakim jest człowiekiem, wie tylko, że zleceniodawczyni nazywa się Claire i cierpi na agorafobię. To z początku bardziej denerwuje naszego Virgila, który wszak poważnie traktuje swą profesję (kto lubi czekać 40 minut na omówienie spraw biznesowych). Jednak stopniowo zaczyna się interesować „problemem” klientki, ona go zafascynuje tym, że jest tak odmienna od reszty. Siedząc więc za pięknie udekorowaną ścianą Claire przesyła Virgilowi instrukcje odnośnie wyceny i bardzo szybko znajduje z nim więź. To jednak zalążek wysublimowanej treści, a raczej igraszki, która poprowadzi do mocnego finału.

To, co Geoffrey Rush prezentuje przez ponad dwie godziny filmu jest godne najwyższych nagród. Obserwując zmianę zachowań Virgila i rozwój obsesji, byłam w stanie poczuć jego zawrót głowy. Rutyna zamienia się w skok na prawdziwe wyzwanie, jakim dla niego jest poszerzenie relacji z Claire. Oboje też mają częste wahania nastrojów i zdawać się może, że wywrócą swą dotychczasową egzystencję do góry nogami. Może Oldman przestanie obmawiać z Billym co ma mu sekretnie zlicytować, może zaufa radom młodego konstruktora, któremu się zwierza. A co samą Claire, którą Virgil stara się przez cały czas mówiąc prostacko oswoić? Czuć tutaj przełom i stopniowy wzrost napięcia, co podkreśla zresztą punkt kulminacyjny.

Uwielbiam w tym dziele to, że jest swoistą ucztą. Jeśli tak jak ja macie sentyment do ładnych widoków, jestem przekonana, że raczej na pewno film was nie zawiedzie/zawiódł. Począwszy od przepięknych malowideł kobiecych postaci- z różnych epok, na szykownych miejscach kończąc, wchodzimy w wyselekcjonowany świat oryginalnych charakterów. W pewnym momencie Virgil jest wręcz obnażony ze swej intymności, każda obawa, czy przypływ emocji, jakiemu (chcąc nie chcąc) się poddaje wymyka się spod kontroli. Chwilami miałam nawet wrażenie, że coś mu się stanie, że będzie jak ten Stanisław Wokulski, u którego kumulacja uczuć pękła w późnym wieku. Virgil traci swoją maskę, staje nam się bliższy, a może po prostu ktoś wiedział jak na niego wpłynąć.

Kolejny ton pochwalny idzie w stronę Sylvii Hoeks, odtwórczyni roli Claire. W swej kreacji jest zarówno przekonująca, jak i podejrzliwa, raz spokojna, a za dziesięć minut wpada w szał. To naprawdę jest trudne zadanie, by pozostać autentycznym w swej psychozie. Uroczo zalotny jest także Jim Sturgess- para wynalazca i można powiedzieć, że fan wiekowych trybików. Trio dopełnia świetny jak zawsze Donald Sutherland („Obywatel X”!), a klasyczne nuty Ennio Morricone zdają się płynąć w tonacji skrzypcowej. Mój ulubiony utwór, stanowiący muzyczne podsumowanie dzieła to „Volti e fantasmi”, ponieważ zawiera wszystkie wzloty i upadki Virgila.

Tak, przyznaję, obejrzałam tę produkcję stanowczo za późno. Ale to co z niej wyniosłam było dla mnie przyjemnością konesera.

Ps. Zdjęcia + scenografia to dla mnie mistrzostwo świata.

2 uwagi do wpisu “Obnażenie

  1. Ja widziałam ten film w kinie. Trafiłam na seans przypadkowo, kiedy grali ostatnie seanse. Wizualne, muzyczne i aktorskie cudo. Byłam i do dziś jestem pod wrażeniem. A zakończenie było dla mnie kompletnym zaskoczeniem 🙂

    1. Tak właśnie myślałam, że jak napiszę o filmie, który już wcześniej został dość pozytywnie odebrany nie będzie już może co dodawać. Mi się podobało właśnie to, że nawet jak podejrzewałam w jakim tonie rozwinie się akcja, wciąż nie byłam pewna, bo reżyser zwodził i to był całkiem ciekawy zabieg;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s