Dziwny przypadek Dona Blutha.

Na ten wpis wpadłam jakiś czas temu, ale jak to z pomysłami bywa- lepiej je podsunąć, niż zrealizować. Ma to również związek z faktem, że wszystko zaczęło się od koszmaru. Powiecie- każdemu zdarza się (od czasu do czasu) taki problem, ale hej- mi śniła się gigantyczna orka, rozwalająca lodowce. Jeśli nadal nie wiecie z czym będę się mierzyć, to wyjaśniam: chodzi o dziwny przypadek reżysera produkcji animowanych, który mimo ogromnego wkładu w me szczęśliwe dzieciństwo, spowodował pewne traumy, które tu przytoczę.

Pamiętam jak dziś fragment umieszczony na jednej z kaset wideo: Don Bluth, twórca wielu Disney’ owskich bajek, przedstawia opowieść o Królestwie Trolli. Co ciekawe, ów film jest chyba jedynym, którego nie widziałam w całości. Ten okres kojarzy mi się przede wszystkim z przedszkolem i noszeniem podpisanych kaset do placówki. Dzięki mnie reszta dzieciaków mogła cieszyć się oglądaniem „Calineczki”, czy „Zakochanego Pingwina”. Mimo tych pozytywów są kwestie, które do tej pory spędzają mi sen z powiek, jeśli chodzi o twórczość Dona Blutha. Ów wstęp jest istotny, ponieważ pragnę podkreślić mój względny szacunek do autora- nie mam tu na celu mieszania jego działalności z błotem.

qszoxpurfa_o
A jak znajdę kamyk zaśpiewam 50 piosenek…

Taki musical- nie wiem, czy oglądaliście tę samą wersję „Jak poślubić milionera” z Marilyn Monroe, ale w mojej film otwierał kilkuminutowy wstęp. O ile mogę zrozumieć ideę orkiestrowej wstawki, o tyle uważam, że trwała ona o połowę  za długo. Odliczałam moment, w którym (w końcu) opadnie czerwona kurtyna i będę cieszyła się projekcją. To samo zgrzytało mi odnośnie produkcji Dona Blutha, czego sztandarowym przykładem będzie „Zakochany Pingwin”. To naprawdę nie jest tak absorbujące, kiedy miast historii wciskają ci przeciągniętą w czasie jedną (!) piosenkę, przeplataną  [żywymi] nutami, oraz brakiem ważnych informacji. Owszem- dowiedziałam się, że Marina, czyli najpiękniejsza pingwinka kolonii, chce wziąć ślub z kimś kogo kocha i nie zależy jej na kamieniu, ale naprawdę- są pewne granice, a poza tym, wszystko można przedstawić nieco mniej dosłownie. Co ciekawe, „Calineczka”, oraz „Anastazja” nie spowodowały we mnie podobnej reakcji.

Original_Sharptooth
„Z dinozaurem rock and rolla chętnie bym wykonał…”

Straszni przeciwnicy- to chyba najistotniejszy punkt biorąc pod uwagę przytoczoną orkę. Bałam się jak nigdy, gdy Hubie i Rocko* (jak ja lubiłam tę postać) uciekali przed waleniami, zachowującymi się niczym bohaterowie serii „Szczęki”. Do tego naszych pingwinów czekało również starcie z morskim lampartem, który próbował wbić się w kategorię monstrum roku. Jednak najbardziej przerażającą postacią ze wszystkich będzie dla mnie tyranozaur Ostrozęby z „The Land Before Time”, oraz Książę Sów grający Beethovena [1:00- 2:41] w „Powrocie króla Rock and Rulla” (kocham to tłumaczenie :D). Pierwszy przypadek jest wiadomy- ogromny dinozaur próbujący skonsumować grupkę małych mu podobnych; w drugim mamy do czynienia z władającym magią ptakiem, który jest tak straszny, jak tylko potrafi być całkowity brak słońca.

Downloaded from Ospreygraphix.com

Mania wielkości- odnoszę wrażenie, że autor celowo większość filmów osadzał w zwierzęcym uniwersum. Wystarczy wspomnieć gigantyczne, dziwne i nierealistyczne wzgórza w „Powrocie króla Rock and Rulla”, czy też zagubienie małej myszki Fievela w „Amerykańskiej opowieści”. To co dla nas wydaje się niewielkie, dla będących pod opresją gryzoni stanowiło życiowy tor przeszkód- co zresztą podkreśla scena sztormu w przytoczonej wyżej „Opowieści”. Fievelowi bowiem wydaje się, że ma do czynienia nie z wodą, tylko jakimś iście diabelskim stworem, spychającym toń na statek emigrantów. W tym momencie przypomina mi się również władca piekieł śniący się Charliemu z „Wszystkie psy idą do nieba”: znów ktoś nie ma dokąd uciec, a jak dołożymy do tego ogromnego aligatora, rysuje się pewna spójna wizja. To samo dzieje się w „Calineczce”- jak nie ropucha, to jaskółka (naliczyłam drugą tego typu postać, inną był pomocny ptak z „Amerykańskiej opowieści”).

1215456_1368148836547_full
Jedna z najsmutniejszych scen.

Koszmar minionej kulminacji- kolejna ciekawa kwestia, związana z tendencją do wyciągania bestii z szafy. Nie wiem jak reszta, ale osobiście bardzo przeżywałam moment ślubu Calineczki z Kretem, gdy idąc przez [prowizoryczny] ołtarz, dziewczyna wyobraża sobie chwile z księciem Korneliuszem. Jej zachowanie wydaje się momentami psychotyczne, a cała sytuacja zaiste okrutna. Jak jeszcze weźmiemy pod uwagę, że Calineczka przez ten czas funkcjonowała pod ziemią, ciesząc się tylko opieką nad Jacquimo robią się minimalne ciarki na plecach. Oczywiście pomysł ten został zaczerpnięty od Andersena, ale nie wyobrażam sobie innej wersji tej baśni. Dalej: przypomnijcie sobie zautomatyzowaną Mysz z Mińska, czy Księcia Sów, który rośnie tak wielki, że sięga do samego nieba. Smutno mi się też robiło, gdy Fievel myślał, że zostanie już na zawsze w sierocińcu. Z innej beczki- całkiem niecodzienny był też pojedynek Anastazji z Rasputinem i jego mroczne wołanie w labiryncie.

5282182105_9daa7a056f

Zdrada- w paru dziełach mamy również do czynienia z postaciami, które ukrywają swoje prawdziwe intencje. To dość ciekawa koncepcja, ucząca realiów życia. Mamy więc dajmy na to kota, który przebierając się za mysz „próbuje” pomóc Fievelowi, a tak naprawdę bierze go na tanią siłę roboczą. W „Królu Rock and Rullu” reżyser Lis chce wycisnąć ze sławy koguta Chanteclaira jak najwięcej, wmawiając mu, że zwierzęta z farmy go nie lubią. Podobnie działa też Mysz z Calineczki, chcąca przekonać bohaterkę do ożenku z Kretem (za drobną opłatą). Mimo tych pouczających wątków, często odnosiłam wrażenie, że bohaterowie non stop narażeni są na niebezpieczeństwo i drżałam o ich losy.

 *i nic dziwnego, okazuje się, że dubbingował go niezawodny jak zawsze Jarosław Boberek

6 uwag do wpisu “Dziwny przypadek Dona Blutha.

  1. Na wstępie komplement – jak tutaj ładnie!:D A teraz, treść właściwa – fakt, animacje Blutha miały w sobie tonę mroku i depresyjnego charakteru, ale właśnie za to je kochałam za dzieciaka. Oglądając je czułam, że ich twórcy mnie szanują i wiedzą, że jestem na tyle poważną osobą (hyhy), że straszne czy też smutne obrazy nie zniszczą mojej psychiki. I nie zniszczyły, tylko ją poniekąd ukształtowały, bo do dzisiaj kocham animacje łączące w sobie baśniowość i mrok (niestety, takie nie pojawiają się za często, ale jak już, to najczęściej z miejsca zaliczam je do swoich ulubionych, tak ostatnio miałam z Over the Garden Wall). Pierwszym jaki widziałam i zrazem moim ulubionym filmem Blutha jest Secret of NIMH, które będąc dzieckiem średnio rozumiałam, ale mimo wszystko kochałam nad życie. Bardzo lubiłam też Wszystkie psy idą do nieba, natomiast Amerykańska opowieść irytowała mnie tym, że główny bohater najczęściej mijał się ze swoją rodziną i gdyby tylko spojrzał w odpowiednią stronę, jego cierpienia skończyły by się z miejsca;). A, jeszcze Anastazja! Tak mi się podobała, że wybłagałam od mamuśki kasetę VHS z filmem i oglądałam na okrągło:P. Swoją drogą, to pamiętam jak się ze znajomymi wykłócałam, że to nie jest bajka Disneya, wierzyć mi nie chcieli, łotry jedne;).
    Co do pozostałych tytułów Blutha to Troll i Pingwin niesamowicie mnie denerwowały, Calineczka mniej ale też (do dziś pamiętam jak się zastanawiałam dlaczego napotkana na początku wędrówki jaskółka nie zabrała bohaterki na swoim grzbiecie do domu), Król i Land before time chyba mi się podobały (średnio pamiętam), a ostatni w dorobku Blutha Titan A.E. rozczarował niesamowicie.
    Szkoda, że twórca zdecydował się odejść na emeryturę, strasznie brakuje mi na dużym ekranie rysowanych bajek, CGI to jednak nie to samo, chlip!

    1. Cieszę się, że podoba Ci się nowy wystrój bloga ;). Nie byłam pewna czy to dobra zmiana, ale teraz jestem zadowolona.

      Co do filmów Blutha- ja pomimo wspomnianej przez Ciebie doroślejszej treści, wciąż mam wrażenie, że autor poniekąd pastwił się nad bohaterami, jak weźmiemy pod uwagę „Amerykańską Opowieść”, czy „Zakochanego Pingwina”. Widząc te rosyjskie koty, które chciały zjeść, a właściwie zeżreć myszy odczuwałam jakąś grozę; to samo z orkami, brr.

      A właśnie nie masz trochę wrażenia, jakby Disney inspirował się „Land before time” przy tworzeniu „Króla lwa”? Jest i odejście bliskiej osoby i duch, który jakby rozmawia z głównym bohaterem.

      1. Bardzo możliwe z tym Land Before Time, choć oczywiście nie zapominajmy o całkowitym zerżnięciu z Kimby Białego Lwa i oczywistej inspiracji Hamletem, cholera wie co by się jeszcze w Królu Lwie znalazło, gdyby się mu dokładnie przyjrzeć:).
        No ja trochę inaczej odbieram dzieła Blutha, nie widzę pastwienia się, a raczej podkreślanie siły i wytrwałości bohaterów poprzez ciągłe rzucanie im kłód pod nogi;). Szczególnie pani Brisby była godna podziwu, moja ulubiona bluthowa bohatera. Oczywiście, podkreślam, że moje zdanie w dużej mierze opieram na filmach obejrzanych po raz ostatni lata tamu (poza Secret of NIMH, ten odświeżam regularnie) i być może teraz zmieniłabym zdanie. Jak uporam się z Disneyem planuję się wziąć za Blutha właśnie także wkrótce się przekonam czy to wciąż tylko mroczne bajki czy coś zupełnie innego.
        A screen z Calineczki przypomniał mi, że za każdym razem jak oglądałam tę scenę zawsze patrzyłam na tego robaka (?) –> http://www.iv.pl/images/34505499385280910471.jpg – i nie mogłam skupić się w pełni na dramacie bohaterki, bo mnie skutecznie dekoncentrował:P

        1. Pewnie wyjdzie, że znowu przesadzam, ale już tak mam- ekscytuję się i męczę jakąś kwestię w obie strony:P No właśnie, ja bardziej zapamiętałam te jakby „creepy” momenty, acz nie da się ukryć, że Bluth był bardzo oryginalny w swoich pomysłach.
          Czyli jesteś jednym z tych detalistów, którzy potrafią zauważyć niedopięty guzik w kolejnej sekundzie filmu?xD Nie no, całkiem rozbawił mnie ten screen :D.

        2. Aż taka spostrzegawcza nie jestem, ale nie ukrywam – uwielbiam wpatrywać się w tła podczas oglądania animacji i wyszukiwać kolejne ciekawe szczegóły. Szczególnie w Adventure Time i Gravity Falls można wypatrzeć masę ciekawostek i żartów jeśli się odpowiednio wysili wzrok, a jak już się dostrzeże to satysfakcja jest ogromna:).
          A co do robaka z Calineczki to zawsze mnie zastanawia jaka historia kryje się za tą zamyśloną miną:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s