Wiesz, Nana…

nana

Zastanawiam się, czy jest sens pisać o czymś, co nie tyle wyleciało z głowy, a raczej nie mogło z niej wyjść. Brzmi bez sensu? Być może, ale chodzi mi o sytuację, gdy pomimo przestoju w konsumowaniu dóbr popkultury wciąż trudno nam zapomnieć o tytule, który widzieliśmy jakiś czas temu. W moim przypadku chodzi tu o „Nanę”- anime stworzone na podstawie mangi Ai Yazyawy, twórczyni cudownego (wizualnie) „Paradise Kiss”. Problem z tym dziełem jest o tyle trudny, że nie potrafię o nim opowiadać w czysto recenzencki sposób. Kolejny raz ujawnia się mój brak obiektywizmu. To nie jest coś z czego jestem dumna, ale zawsze było kartą przetargową w zestawieniu z lepszymi tekstami.

Zacznę od tego, że kreska, jaką posługuje się autorka jest dość specyficzna. Niektórzy nadają jej miano „anorektycznej”, co być może uogólnia, acz nie da się ukryć, że większość postaci w „Nanie” właśnie tak wygląda. Wyszłabym nawet z założenia, że im chudsza jest osoba, tym będzie atrakcyjniejsza dla tamtego uniwersum. Z drugiej strony, gdy weźmiemy pod uwagę lansowany obecnie kult ciała, nie powinno dziwić, że Ai Yazawa w taki sposób prezentuje swoją wizję piękna.

Ale wróćmy do początku. Historia rozpoczyna się kiedy dwie, z pozoru różne dziewczyny wpadają na siebie w pociągu do Tokio. Pierwsza z nich- Nana Komatsu, to wesoła dwudziestolatka, non stop mówiąca o swoim chłopaku Shojim. Druga z nich- Nana Osaki to stonowana, nieco onieśmielająca punkówa, mająca słabość do papierosów. W trakcie długiego postoju bohaterki bliżej się poznają, a zrządzeniem losu spotkają jeszcze nie raz w nowym mieście.

Ciekawym aspektem opowieści będzie przede wszystkim życiowa niepewność. W żadnym wypadku obie Nany nie będą od razu odnosić sukcesów. Komatsu, zwana pieszczotliwie Hachi (z powodu swojego „psiego” usposobienia), pomimo rzucenia się w ramiona ukochanego od razu zderzy się z rzeczywistością. Shoji będzie przychodził zmęczony, ona mu coś ugotuje, ale szybko zda sobie sprawę, że nie tak winno wyglądać bytowanie kochanków. Postanowi zatem znaleźć sobie lokum oraz pracę i tak, jej współlokatorką będzie nie kto inny, tylko właśnie druga Nana. Cudowne w tym wszystkim jest to, że przyjaźń kobiet będzie momentami też egoistyczna, bo tak (moim zdaniem) wygląda nasza egzystencja. Hachi- Nana będzie zatem zafascynowana faktem, że Nana Osaki pragnie robić muzyczną karierę, będzie nawet zazdrościła, że Osaki ma też inne fanki, ale wszystko to sprowadza się do jednego punktu. To, że ktoś pragnie spełnić swoje najskrytsze marzenia nie oznacza, że przyjdą one z łatwością.

3da840a84312c0_full

Bo oto do naszych dwóch Nan, dojdą też inni protagoniści w mniejszym bądź większym stopniu wpływający na przebieg fabuły. Mamy więc kolegę z dzieciństwa Osaki- perkusistę Yasu, który trzyma w ryzach stabilną (na pokaz) dziewczynę, jej szkolnego znajomego Nobu, który mimo bogatych rodziców wybiera trudniejszą drogę, oraz młodego acz doświadczonego życiowo Shina, wplątanego w zawiłe relacje ze starszymi kobietami. Wraz z Naną Osaki są członkami bandu Black Stones, a  ich prasowym rywalem jest Trapnest- popularna grupa  z eteryczną wokalistką Reirą na czele. Jednak nie ona jest tutaj istotną osobą dla świata dwóch kobiet, ale to już musicie zobaczyć sami.

Przebieg serii rozpoczyna się retrospekcjami. W formie listu do Nany Osaki, Hachi stara się opisać swe refleksje z czasów, gdy razem mieszkały. Co ciekawe, nasze pojęcie o paniach zmienia się wraz z zastąpieniem narratora. Z obiektywnego punktu widzenia Hachi wydaje się więc naiwną, niestałą w uczuciach trzpiotką, nie mogącą przystosować się do życia. Tak naprawdę to od razu polubiłam jej osobę, właśnie z powodu wspomnianej oceny. Nie byłam też entuzjastką jej rzekomej przyjaciółki Junci, która nic tylko beształa Nanę i nie potrafiła dać oparcia. Gdybym była sama, w wielkim mieście, nie czułabym się przyjemnie, zwłaszcza w chwili, gdy spotyka mnie związkowy kryzys. Prócz tego uważam, że kwestia [spoiler] zdrady Shojiego została przez Juncię potraktowana po macoszemu [/koniec]. Czułabym się co najmniej okropnie, gdyby znajoma sprowadzała wszystko do stwierdzenia „co też ona odwaliła”. Pewnie przesadzam, ale tak właśnie to widzę.

Zupełnie inaczej prezentują się uczuciowe losy Nany Osaki. Choć zdawać się może sztampowym przykładem twardej laski, tak naprawdę skrywa mnóstwo traum. Odrzucona przez matkę była dłuższy czas zdana jedynie na siebie i dlatego zawsze się izolowała. Widać to zwłaszcza w jej (konfundującym) związku z Renem, który wpływał na Osaki w skrajny sposób. Ta dwustronnie nasycona namiętność napędzała każdą ważniejszą decyzję Nany. Poza tym, gdy Nana poczuła, że Hachi się od niej oddala, potrafiła zrobić wszystko, żeby ją zatrzymać. Jak widać nie tylko Komatsu jest pełna konkretnych oczekiwań. Podoba mi się takie miksowanie perspektywy, bo odkrywa, że bardzo lubimy przywdziewać maski.

Jak pewnie się domyślacie, lwia część serii skupia się na muzycznym środowisku. Widzimy więc od podszewki jak wygląda życie bandu, co trzeba poświęcić aby dojść na szczyt, choć rzecz jasna nie nadejdzie to tak szybko. Początkowo są rozterki i frustracje, obawa przed poważniejszym występami, czy konieczność podporządkowania się schematom. Widać to chociażby wtedy, gdy menadżerowie Black Stones i Trap Nest nie pozwalają parze z przeciwnych zespołów spotykać się, w obawie przed reakcją mediów. Wszystko jest też pełne wyrzeczeń- przykładowo przystojny i zimny Takumi skupia cały wolny czas na promocji Trap Nest, a Yasu z Black Stones będzie zmuszony porzucić prawo, aby zająć się sprawami grupy.

Bardzo dobrze sprawdza się rockowy motyw w pierwszym openingu. Tekst „I need your love, I’m a broken rose” wielokrotnie szumiał mi w smutniejszych chwilach, nie ukrywam też, że parę razy uroniłam łezkę. Moim faworytem jest również głos Nany Osaki, zdubbingowanej przez Romi Pak. Warto dodać, że każdy z członków Trap Nest i Blast zasługiwałby na swój oddzielny serial: są to bardzo autentyczne gamy osobowości, z którym można się utożsamić.

Niestety, tych którzy być może mają ochotę zabrać się za czytanie mangi, muszę uprzedzić, iż nie została ona dokończona przez autorkę z powodów zdrowotnych. Marzy mi się, by Ai Yazawie udało się kiedyś zwieńczyć „Nanę”, bo jest to historia godna najzacniejszej noty.

Jedna uwaga do wpisu “Wiesz, Nana…

  1. Pamiętam, że „Nanę” czytałam jak szalona w jesienne wieczory tuż po skończeniu studiów i strasznie się wczułam w postacie i w historię, estetyka też zdecydowanie była moja. Anime nie oglądałam.W pewnym momencie tylko manga zrobiła się aż zbyt przytłaczająca jak na mój gust, żaden z wątków nie oferował oddechu, relacja Hachi z tym gościem, którego imienia już nie pamiętam (jej dawnym idolem) stała się patologiczna do tego stopnia, że już ciężko było mi czytać dalej, a wiedząc, że nie ma końcówki, w końcu gdzieś się po drodze poddałam, niewiele przed końcówką wciąż istniejącą. Też marzy mi się, żeby kiedyś autorka była w stanie i chciała historię dokończyć. I mam nadzieję, że zakończenie byłoby przynajmniej słodko-gorzkie, tak jak przy „Paradise Kiss”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s