„I’m sexy as hell, but I cover my face.”

deadpoolbar

Jeżeli istnieje coś bardziej irytującego, niż kolejka do damskiej toalety, to są nimi ludzie próbujący udawać mądrzejszych od ciebie. No wiecie, chcecie rozładować sytuację, sypnąć dowcipem, a ci wam udowodnią, że jesteście głupkami bo nie rozmawiacie non stop o-poważnych- kwestiach. Gdybym miała na takie rzeczy ochotę włączyłabym sobie dramat, ewentualnie programik pokroju „Trudnych spraw” (polecam odcinek z Dariuszem).

W ten właśnie sposób w świat kina super bohaterów wszedł sobie „Deadpool”. Filmowa kategoria R, głosy oburzenia, że produkcja jest wulgarna i w ogóle kino dla gimnazjalistów. Skoro mamy w tym świecie zróżnicowanie, to dziwi mnie zdumienie ludzi, którzy nawet nie tkną palcem, żeby wyszukać sobie ów tytuł. Może dowiecie się dzięki temu jaka była koncepcja powstania  i czy warto iść z 13- latkiem (see what I did there).

Jak zwykle obejrzałam tę produkcję po tym, gdy opadła wrzawa, zresztą nic dziwnego, biorąc pod uwagę mój brak subordynacji. Pamiętam tylko plakat i wyzywającą pozę naszego protagonisty. Czy mnie tym zachęcił? Ależ oczywiście.

Zacznijmy od tego, że film kupił mnie samym początkiem, czyli panem w czerwonym stroju, próbującym coś szkicować. Takie malunki skojarzyły mi się z marszu z cyklem „Charlie the Unicorn” i nie bez powodu, jeśli dotrwacie do napisów końcowych. Ale nie o tym miałam mówić. „Deadpool” ładnie przeplata się z elementami retrospekcji, zatem otwarcie filmu jest zwieńczeniem fabuły , no i jest to zabieg dobry.

Historia opowiada o tym jak Wade Wilson, jegomość trudniący się specyficznym fachem, dowiaduje się, że ma pewien problem. Ów problem spowoduje, iż postanowi poddać się niebezpiecznym i nie zatwierdzonym przez rząd eksperymentom (a jakże), które zmienią go nie do poznania. I w sposób dosłowny, to nie będzie „Spider- Man” vel Andrew Garfield, którego nawiasem lubię. Cała twarz, jak i postura Wilsona przybierze postać mało atrakcyjną, więc Wade postanowi nosić maskę i fikuśny outfit, który pozwoli mu zakryć krew (trzeba oszczędzać na wodzie). Po co tak właściwie? Dla zemsty.

Film bardzo ładnie rozprawia się z kinem adaptującym komiksy, a mianowicie rubasznie żartuje z konwencji. Jak jest walka ze zbirami, będzie bezsensowne liczenie naboi, mimo, że broń leży obok przy zmasakrowanych  wrogach. No i właśnie jest masakra, dużo masakry, to nie jest okrojone mordobicie pokroju PG- 13. Oczywiście nie przesadzałabym z tym szkarłatem na ekranie, acz nie da się ukryć, że Deadpool grzeczny nie jest.

Od groma niecenzuralnych dialogów, seksualne podteksty w najmniej odpowiednich momentach, to właśnie jest wizytówką tej produkcji. W opisie filmu widnieje, iż nasz bohater „uwalnia alter ego”, ale ja tego tak nie odczytuję. Od początku Wilson miał swoje specyficzne poczucie humoru i nie krył się z zamiłowaniem do rzeczy, które nie pasują do wizerunku herosa z komiksu. Wade słucha „Wham!”,  przy ponownym spotkaniu z ukochaną chce jej puścić „Careless Whisper”, a przód taksówki zalicza wchodząc… zresztą co ja będę zdradzać.

Dodatkowo film posiada bogaty zasób aluzji dla każdego miłośnika popkultury. Będzie i o Wolverinie i o magazynie „People”, Ryan Reynolds odniesie się dowcipnie do swojego występu w klapowatej „Zielonej Latarni”, a i nie zabraknie autoironicznych napisów początkowych. Choć jest klisza, będzie ona całkiem niebanalna, w końcu nie chodzi o to, żeby być typowym.

who-mutants-deadpool

W produkcji tej odnajdziecie standardowe cameo Stana Lee, a także kilka pobocznych postaci dodających barw filmowi. Zatem prócz czarnego charakteru z brytyjskim akcentem oraz jego pomocnicy, znajdzie się też ktoś z „X- Men(ów)”: chcący sprowadzić Deadpoola na właściwą drogę Colossus, oraz „zbuntowana nastolatka” vel Negasonic Teenage Warhead. Przyznam szczerze, gdyby nie ostatnia dwójka nie miałabym tak pozytywnych odczuć względem  filmu. Wystarczy nadmienić tylko jak zabawnie kontrastują moralne wywody Colossusa z poglądami Wade’a, czy zgrywanie się Deadpoola z młodej X-Menki. Wszystko jest bardzo dobrze przemyślane, nawet utwór hip- hopowy, gdy wspomniana trójka idzie zetrzeć się z przeciwnikami. Jest coś ciekawego w ujęciu tak różnych od siebie osób, których złączył wspólny cel. Niektórych też zastanawia dlaczego postawiona na taką, a nie inną muzykę. No cóż, jak dla mnie to jest właśnie strzał w dziesiątkę, wystarczy spojrzeć na dopasowanie tytułów („X Gon’ Give It To Ya”).

Deadpool to są oczywiście przede wszystkim komentarze samego… Deadpoola. Wiem, brzmi śmiesznie, pewnie czytaliście  od groma recenzji zwracających uwagę na to, że Wilson odnosi się bezpośrednio do widzów, czyli burzy czwartą ścianę. Ten znak rozpoznawczy naszego anti- hero to miód na me  serce, nie raz bowiem zastanawiam się, co właściwie dzieje się w takiej, a nie innej chwili. To właśnie podoba mi się w tej produkcji: pokazuje język w stronę przesadnej patetyczności i nie próbuje robić za coś więcej, niźli blockbustera.

Oczywiście nie będę kryła swojego uprzedniego malkontenctwa: nie byłam przekonana, czy Ryan Reynolds sprawdzi się w roli tytułowego bohatera. Problemem był też fakt, że nie zapoznałam się z komiksowym pierwowzorem i do tej pory nie wiem, czy słusznie robię puszczając tę opinię w obieg. Co prawda i tak pewnie bym kliknęła „opublikuj”, ale to na marginesie.

Siła produkcji nie tkwi w efektach specjalnych: owszem są na poziomie, ale widać w tym filmie przede wszystkim serce i pasję osób odpowiedzialnych za powstanie dzieła. Ryan Reynolds rewelacyjnie pokazał gamę charakterów u Deadpoola- nie jest w końcu łatwo być zabawnie upierdliwym, wrednym, miłym, okrutnym, czy jednocześnie zadurzonym. To sprawia, że pojawia nam się wytwór z iskrą, choć głosy niezadowolenia są dla mnie poniekąd zrozumiałe.

Nie każdy ma ochotę oglądać miazgę, czy nieprzyzwoite słowa na ekranie. W końcu główny obiekt uczuć Wade’a czyli Vanessa, też nie jest eteryczną panną bez złych wspomnień. Oczywiście wątek romansowy nie został jakoś spektakularnie zaprezentowany (team Peter Parker and Gwen Stacy!)  i to powoduje, że film ów nie będzie przełomowy, ale jako rozrywka dla lubiących sobie od czasu do czasu dać luzu sprawdza się dobrze.

Czy zatem warto obejrzeć „Deadpoola”? Trzy czwarte wchodzących tu i tak już go widziało, a jedna trzecia ma tę opinię w głębokim poważaniu. Ale mówię wam, że warto, lubię sobie od czasu do czasu wyjść z jaskini, jako żem  blogerka ninja.

Ps. „Deadpool” jako męska odpowiedź na „50 twarzy Grey’a”, seriously? Niektórym jednak brak polotu.

5 uwag do wpisu “„I’m sexy as hell, but I cover my face.”

  1. Witam po dłuższej przerwie, dobrze Cię znowu czytać!:)
    Co do Deadpoola to mi się podobał, choć gdzieś w drugiej połowie filmu zaczęłam się odrobinę nudzić. Czułam się tak jakby scenarzyści wszystkie swoje najlepsze pomysły wrzucili na początek filmu by zachwycić widzów, a potem zaczęli improwizację. Na szczęście, ostatni akt znowu był świetny. Zastanawiam się tylko, czy Deadpool jest filmem do wielorazowego użytku. Widziałam film ponad miesiąc temu i na tę chwilę nie czuję chęci powrotu do niego. Odnoszę przykre wrażenie, że po odsłonięciu wszystkich kart nie ma już nic ciekawego do zaoferowania widzowi. A, jest jeszcze grzech śmiertelny – jakim cudem tak skiepścili cameo Stana Lee? Czy nie byłoby lepiej, gdyby Deadpool go poznał? To chyba byłby najlepszy żart filmu! Oj, zmarnowali taką szansę!
    A co do Trudnych Spraw to odcinek z Dariuszem jest moim ulubionym. Tekst „Kochanie, najdroższy szampan” wszedł na stałe do mojej mowy potocznej i aktywuje się za każdym razem gdy widzę szampana:D.

    1. Miło widzieć, że ktoś jeszcze o mnie pamięta ;).

      Tak, Dariusz rządzi, w ogóle uważam,że ten odcinek pozostał na dłużej w naszej popkulturze ;). A co do „Deadpoola”, to jest ziarnko prawdy w tym co mówisz, jest faktem, że w pewnym momencie produkcja trochę przynudzała. I dużo bardziej podobało mi się umieszczenie Stana Lee w niedawno nadrobionym przeze mnie „Amazing Spider- Manie 2”, niż w filmie z Reynoldsem. Co nie zmienia faktu, że ten utwór-> https://www.youtube.com/watch?v=xgue6qesdIA nie chce mi wyjść z głowy :D.

  2. Suzarro wróciła!!!! 😀 Na stałe? Czy chwilowo?

    A teraz do rzeczy. Po obejrzeniu zwiastuna nabrałam ochoty na seans Deadpoola, zwłaszcza że lubię Reynoldsa, ale trochę mnie przerażają krwawe sceny. Nie wiem czy moja wrażliwa strona natury to zniesie. Ale korci. A po Twoim tekście jeszcze bardziej 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s