Krótki film o introwersji

pagowski-poster01582
Źródło obrazka

Na szczęście nie jestem zobligowana do wypowiadania się w specjalistyczny  sposób, dzięki czemu raz na (ruski) rok jestem w stanie wyprodukować jakąś notkę. Myślałam o wielu rzeczach, które mogłabym tu poruszyć i przypomniało mi się coś, co ostatnio gdzieś zostało mi w pamięci i nie mogło do końca z niej wyemigrować. Mam tu na myśli twórczość Krzysztofa Kieślowskiego, którą zapewne każdy znać powinien, choć niekoniecznie każdy ma ochotę być zmuszanym do nadrabiania dzieł słynnych reżyserów.

Na tapetę pójdzie dzisiaj „Krótki film o miłości”, czym natchnęło mnie zachowanie mojego dalszego znajomego, będącego cichym admiratorem Grażyny Szapołowskiej[1]. Nie każdy musi być koneserem gry aktorskiej ww. artystki, acz nie da się ukryć, iż pani Grażyna w annałach polskiej kinematografii zapisała się na stałe, o czym za chwilę.

Introwertyzm może kojarzyć się niektórym z wewnętrznym przeżywaniem siebie oraz swoich lęków. Istnieją powszechne stereotypy równające introwertyzm z nieśmiałością. W końcu łatwiej jest coś (lub kogoś) zaszufladkować, niż wejść w dialog. Ja w dialog z filmami Krzysztofa Kieślowskiego wejść próbuję, acz nie wiem czy z właściwym skutkiem.

O czym jest więc film? Każdy może zinterpretować go na swój sposób, bo choć mamy do czynienia z prostą formą, kojarzącą się z zaprezentowaniem (obyczajowego) wycinku z życia (bez stosowania technicznych fajerwerków), doświadczać możemy swoistego zespolenia z jego treścią. Bardzo dobrze jest zresztą film ów obejrzeć przynajmniej dwa razy, bo złapałam się na tym, iż ponowny seans szerzej otworzył mnie na pewne aspekty.

„Krótki film o miłości” ma właściwie dwóch aktorów: mężczyznę i kobietę. Mężczyzną jest młody chłopak Tomek (grany przez Olafa Lubaszenko), rytualnie podglądający przez lunetę starszą od niego, sensualną artystkę Magdę (w którą wciela się Grażyna Szapołowska). Historię tę widz obserwuje głównie z punktu widzenia owego młodzieńca, który ma swój harmonogram dnia, podporządkowany możliwości „spotkania się” z Magdą. Tomek twierdzi, że to miłość, choć jest to w pewnym momencie kwestionowane zarówno przez sam obiekt jego westchnień, jak i widza. Z pewnością można zauważyć, iż nie mamy do czynienia ze źle kojarzącym się przejawem stalkingu- acz z początku czułam się niezręcznie obserwując głównego bohatera i jego działania. Jeżeli dla kogoś intymność jest równie ważna co i dla mnie, szybko zrozumie co miałam na myśli. Dla Tomka jednak to co robi nie jest wcale dziwne, on chce rozkoszować się możnością oglądania Magdy chociażby z dystansu. To dość niedojrzałe podejście do uzewnętrzniania swoich uczuć z czasem staje się zrozumiałe, jeżeli wnikniemy w samą osobę Tomka:  jego brak doświadczenia w sferze uczuciowej, a przede wszystkim samotność. Jego przyjaciel wysyła mu kartki z dalekiego kraju, a więc nie jest z nim na co dzień, a towarzystwo miłej, starszej pani u której Tomek pomieszkuje nie zastąpi mu właściwych bodźców. Tomek myśli, że to co robi jest właściwie, ponieważ tak naprawdę (chyba) nikt nie pokazał mu jak wygląda normalna próba poznania drugiej osoby i stworzenia ciepłej oraz bliskiej relacji międzyludzkiej.

Dla mnie w filmie zaprezentowano coś na kształt uczuciowego introwertyzmu- widać to zwłaszcza w momencie, gdy Tomek obserwuje zachowanie sfrustrowanej Magdy na poczcie i przez cały czas obmyśla jak się do niej zbliżyć. Choć wydaje się to dziwne, jest jedynym sposobem na to, by taki zamknięty w sobie i wrażliwy człowiek mógł dotrzeć do osoby z zewnątrz. Podobnie jest moim zdaniem z Magdą- choć zdaje się być wyzwoloną, pewną siebie kobietą pełną pasji, jest ona tak naprawdę równie samotna co Tomek. Mężczyźni, którzy przychodzą do Magdy raz po raz szybko ją opuszczają i ona znów staje się wyizolowanym kłębkiem nerwów, próbującym swoje życiowe rozbicie przekazać za pomocą sztuki. To jednak też nie wychodzi, Magda staje się cyniczna, oceniając Tomka z punktu widzenia swoich życiowych doświadczeń. Owo starcie dwóch różnych, tak skrajnie odmiennych od siebie biegunów pod względem doznań o charakterze erotycznym oraz międzyludzkim tworzy w punkcie kulminacyjnym mieszankę wręcz doskonałą, choć i doskonale destrukcyjną.

Oszczędność treści, formy, dialogów wcale nie psuje odbioru w smakowaniu się seansem. Tym bardziej wydaje się on bardziej realny, bardziej namacalny, to powoduje, iż mamy do czynienia z historią, która mogła przydarzyć się każdemu z nas, czy też mitycznemu sąsiadowi. Nie będę bawić się w dopisywanie interpretacji wobec postaci granej przez Artura Barcisia, bo z pewnością można zauważyć, iż Kieślowski wplata go jako swoistego ducha filmu. Stanowi jakiś równoważnik, bądź zapowiedź złych lub dobrych rezultatów działań bohaterów. Mamy również dużo symboliki (np. rozlane mleko, wróżenie z kart, wahadełko), która co prawda nie musi każdemu się podobać. Nie spotkałam się z tego typu zabiegiem w filmach innych reżyserów, co tym bardziej podkreśla twórczy wkład i indywidualność dzieł Krzysztofa Kieślowskiego. Jeżeli potrafisz rozpoznać reżysera za pomocą kilku kadrów, bądź kilku zabiegów czy to montażowych, czy to wizualnych, oznacza to, iż nie bez kozery powyższa osoba stanęła za kamerą[2].

Nie da się ukryć, że w produkcji prym wiedzie Grażyna Szapołowska. Jej postać Magdy jest w moim odczuciu postacią ikoniczną: idealnie połączyła bijący od jej postaci seksapil, pomieszany z inteligencją oraz rozedrganiem. Świetnie wtóruje jej Olaf Lubaszenko, który poniekąd kontrastuje z osobą (wydającej się ekstrawertyczną w swych działaniach) Magdy. Tomek to postać początkowo wyważona i zamknięta w sobie, a prezentująca ogromną gamę emocji, ujawniającą się w scenie w domu jednego z bohaterów. Wielkie brawa dla wyżej wspomnianej dwójki za to, że tak świetnie wyszło im skontrastowanie dwóch zupełnie innych osób, które tak naprawdę okazują się być do siebie bardzo podobne.

„Krótki film o miłości” to dopracowany obraz parabolicznej opowieści o obnażeniu, podparty delikatną i pełną nostalgii muzyką Zbigniewa Preisnera, prezentujący coś, co spokojnie nazwać można perfekcyjnym minimalizmem. Obraz do którego wrócę pewnie nie jeden raz.

[1] ów znajomy oznaczył się na pewnym popularnym portalu społecznościowym, iż spędził sylwestra 2016/2017 z panią Grażyną. Prawdziwie oddany fan.

[2] Nie mówię tutaj o przypadkach wszystkich reżyserów, ponieważ twórczość takiej Katarzyny Rosłaniec raczej do mnie nie przemawia.

4 uwagi do wpisu “Krótki film o introwersji

  1. Wróciłaś, zostań na dłużej, co?:)
    Co do filmu, to widziałam go jakiś czas temu w obu wersjach czyli jako Krótki film… a także jako odcinek Dekalogu i w tej drugiej odsłonie ze względu za zakończenie bardziej mi się podobał. A skoro o Dekalogu mowa, to tam Artur Barciś pojawia się prawie w każdym odcinku i ja go zawsze odbierałam jako Anioła Stróża bohaterów w oddali obserwującego ich poczynania (tylko w Dekalogu V nawiązuje jako taki kontakt z bohaterem, krótka ale mocna scena), ale to tylko moja interpretacja bo w sieci jest jeszcze z tysiąc innych;).

    1. Oby, oby. Dziękuję bardzo za odzew, ciężko mi się trochę usystematyzować.
      Myślę, że Twoja interpretacja jest jak najbardziej trafna, a co do zakończenia to jednak siedzi we mnie niepoprawna romantyczka i mimo wszystko optuje za ‚endingiem’ filmowym.

  2. A ja jakoś nie mogę się przełamać i obejrzeć jakiś filmu Kieślowskiego. A słyszałam o nim wiele przeróżnych opinii, miałam też na studiach wzmianki o jego twórczości na jakichś dodatkowych zajęciach. Twój tekst jest jak zwykle świetny, więc pewnie będę się musiała zainteresować 😉 W jakiejś najbliższej, ewentualnie nie tak dalekiej przyszłości 😉

    I czekam na kolejne teksty 😉

    1. No ja muszę powiedzieć, że bardzo długo zajęło mi, by obejrzeć jakieś dzieło tego reżysera (plus mam bardzo mieszane uczucia co do „Trzech kolorów”).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s