The hunger has returned to Mr. Brook’s brain.

Mr._Brooks_2007_8
http://movie.info/mr-brooks

God, grant me the serenity to accept the things I cannot change, courage to change the things I can, and wisdom to know the difference. Living one day at a time and enjoying one moment at a time, accepting hardships as the pathway to peace. Taking, as He did, this sinful world as it is and not as I would have it, trusting that He will make all things right if I surrender to His will, that I may be reasonably happy in this life, and supremely happy with Him forever in the next. Amen.

Stoi przed lustrem. Wypowiada mantrę. Wydaje mu się, że to już przeszło. Że nie będzie znów zabijać, że powstrzyma ten nałóg, tak bardzo destrukcyjny, że aż włos jeży się na głowie. O kim mowa? O Earlu Brooksie i jego problemie.

Przymierzałam się do tego filmu jakiś czas temu, ale albo oglądałam go od środka, albo nie miałam nastroju. Przyznam się też szczerze, że osoba Kevina Costnera nie należy do wabika, dzięki któremu spojrzę łaskawie na daną produkcję. Nie byłam zachwycona „Wodnym Światem” puszczanym miliard razy na TVN-ie, a „Robin Hood: Książę Złodziei” trzyma mnie z powodu świetnego Rickmana. Jednak było coś w tym  tytule, że postanowiłam dać mu szansę, może tematyka stricte kryminalna, która (jak już wiecie) zawsze będzie mnie już mocniej pochłaniała.

Muszę powiedzieć, że początek filmu jest rewelacyjny. Enigmatyczny, nieco gorączkowy wstęp świetnie wprowadza nas w zarys fabuły, w którym tylko my wiemy, z czym będzie zmagać się tytułowy Mr. Brooks. O co więc chodzi? O nasze demony.

Bo wiecie, jest mi coraz trudniej zmobilizować się do robienia czegokolwiek. Nie chce mi się. Bagatela rok przerwy widnieje między moimi poszczególnymi postami, a ja jak siedziałam w rozkroku, tak robię to nadal. Nie mam ochoty. Nie chcę. Wszyscy są ode mnie fajniejsi, a ja wylewam li i jedynie popłuczyny. Podobała mi się Jessica Jones, ale miast dodać jakąś przyzwoitą notkę siedzę na łóżku i wspominam ostatniego kaca. Ja i Jessica jesteśmy do siebie podobne w tym aspekcie, w którym chodzi o destrukcyjny wpływ na własną psychikę oraz bliskich. Prawie jak ileś tam milionów osób na Ziemi.

Po co o tym mówię? Bo „Mr. Brooks” to dość trafne (choć metaforyczne) podsumowanie moich ostatnich obsesji, które pragnę gdzieś oddalić, a kompletnie nie potrafię. Ile można. Co prawda z mej głowy nie ulatnia się (jeszcze)  zacniejsza kopia Suzarro, ale jak to mówią lepiej nie wywoływać wilka z lasu.

Wróćmy do produkcji. Historia nasza dzieje się z perspektywy Earla Brooksa (Kevin Costner), który lubuje się w schematycznym i sterylnie dokładnym rodzaju morderstwa. Miał przerwę w swych działaniach, lecz nie znaczy to, że przestał myśleć o swoich czynnościach. To nie takie proste, jeśli ma się do czynienia z podwójną osobowością w postaci niejakiego Marshalla (William Hurt) – który jest fizycznym alter ego naszego protagonisty. Tak, protagonisty, bowiem całą fabułę śledzimy przy pomocy losów Earla Brooksa, czy to się nam podoba, czy  nie.

Pewnego dnia, gdy „zabawy” Brooksa zostaną wystawione na światło dzienne, zmierzy się on nie tylko ze zdeterminowaną detektyw Tracy Atwood (Demi Moore), ale i z mężczyzną (Dane Cook), który  zdaje się go szantażować, ponieważ był świadkiem dokonania przezeń zbrodni. Jednak nie jest to film, który poda nam wszystko na tacy. Wręcz przeciwnie- reżyser będzie bawił się pewnymi schematami, dzięki czemu widz nie uraczy wrażenia wtórności.

Jesse, you know what would make me feel really safe right now? If you got hit by a truck and died!

Nie do końca  przekonała mnie postać (kreowanej na feministyczną) Tracy Atwood, będącej moralną przeciwwagą Earla Brooksa. Jest kobietą niezależną finansową- w przeciwieństwie do żony naszego protagonisty, do tego na karku ma konflikty z byłym mężem-utrzymankiem. Memu oku nie umknęło też, iż detektyw Atwood była niejako upokarzana przez swojego „ex”: nie tylko dlatego, że zdradził ją z wieloma kobietami (w tym z kręgu rodziny Atwood), lecz również z tego powodu, że wykorzystywał jej wcześniejsze śledztwo, by wyłudzić pieniądze przy rozwodzie. I choć cała ta otoczka zrobiła mi niesamowity smaczek, podczas seansu bardzo szybko pękła, ponieważ zabrakło elementu spójnego, który pozwoliłby mi utożsamić się z przeciwniczką  Brooksa.

Co innego Marshall, brawurowo odegrany przez Williama Hurta, przywodzący na myśl postać Ryuka z „Dath Note”. Nikt nie widzi go poza Earlem, w dodatku posiada on równie soczyste poczucie humoru, co wspomniany wyżej Shinigami. Zdaje się to być rewelacyjnym połączeniem, ponieważ komentarze Marshalla oraz jego obserwacje stanowią dopełnienie charakteru Earla Brooksa: moment, w którym Brooks rzekomo wchodzi w dialog z Marshallem, bądź śmieje się z jego dowcipów jest na wagę złota.

Problemem filmu jest jego powolna narracja, ponieważ z początku mamy do czynienia z tajemnicą, a potem (niestety) punkt ciężkości gdzieś zanika. Nie ma odpowiednio wyważonego balansu, który w thrillerach jest niezwykle ważny. Dlatego też nie będziemy  maksymalnie zaabsorbowani podanym  przebiegiem  zdarzeń- chociaż zdaję sobie sprawę, że moja percepcja  jest tu zbyt emocjonalna.

Pozytywne wrażenie zaś zrobił na mnie Kevin Costner, nie prezentujący (tym razem) jednego wyrazu twarzy. Świetnie wcielił się w postać psychopatycznego mordercy, który stara się pogodzić swe chore zachcianki z kreacją przykładnego męża i człowieka roku. Nie ma tutaj nad ekspresji, jedynie skupienie i dojście do celu. Tym samym nie tak dobrze sprawdza się w porównaniu do Costnera rola Demi Moore, choć być może scenariusz nie dawał jej  zbytniego pola do popisu.

Mamy zatem kilka utworów w charakterze Indie, elektroniczną niepewność pasującą do  klimatu historii (niezwykle zacne The Thumbprint Killer) i mój problem z faktem, że to mogła być znacznie bardziej udana produkcja. Dobry poziom to nie wszystko.

Wszystkie cytaty pochodzą ze strony: http://www.imdb.com/title/tt0780571/quotes.

7 uwag do wpisu “The hunger has returned to Mr. Brook’s brain.

  1. Hip Hip Hurra nowa notka brawo czy mi się zdaje czy był podobny film chyba z Lithgow ?? jakiż to był tytuł no nic teraz nie pamiętam 🙂

      1. Zgaduję, że chodzi o Mój brat Kain, ale ręki sobie obciąć nie dam, bo nigdy nie widziałam:). Brooksa w sumie też nie, ale jak znajdę chwile czasu pewnie rzucę okiem, szczególnie dla Williama Hurta, bo za Costnerem nie przepadam (a jego tata-psychopata z Man of steel czasami śni mi się po nocach :().

        1. Jakkolwiek postać Costnera i jej moralne nakazy/zakazy wobec Supka były… wiadomo jakie, tak muszę powiedzieć, że zauważam pozytywne zmiany pod względem jego gry aktorskiej (do tej pory fascynuje mnie fakt, że był on kimś na kształt amanta filmowego w latach 90.).

  2. A ja lubię Kevina Costnera, a raczej kilka jego filmów z lat 90. 🙂 ( w „Robin Hood: Książę Złodziei” zagrał nieźle ;)) Do tego filmu przymierzałam się kilka razy, ale ostatecznie ani razu go nie włączyłam. Zwiastun zapowiada dość dobry film, więc może w końcu się skuszę na seans. Jak znajdę czas, którego mi ostatnio brakuje 😉

      1. Ja też nie ogarniam fenomenu Costnera 😛 – w końcu widziałam tylko kilka jego filmów. Ale to jest dobry temat na notkę. „W czym tkwi sukces Kevina C” 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s