3 urodziny bloga.

Nie wiedziałam co wstawić, więc pomyślałam o Szermierzu Marchewce.

http://rens-twin.deviantart.com/art/Zoro-Carrot-3005100

Dokładnie 3 lata temu pojawił się pierwszy wpis, jaki umieściłam w internecie. Kiedy myślę o tamtym momencie napędza mnie silna nostalgia. Nie wiedziałam o czym będę pisać, czy w ogóle będzie mi się chciało pisać, no i przede wszystkim w życiu bym nie pomyślała, że moja przygoda z blogowaniem będzie trwać aż do tej pory.

Początkowe posty z pewnością różniły się pod względem ilości. Wcześniej byłam wstanie wyrazić swoją opinię na 5, góra dziesięć zdań. Pamiętam, że był to też okres kończący maturę i rozpoczynający studia. Miałam wtedy chyba traumę, a raczej problemy z dłuższymi tekstami, spowodowane wszelakimi analizami i interpretacjami- które tłuczono u mnie w liceum. Musiało więc minąć trochę czasu, bym wypracowała jakikolwiek styl (proszę się nie śmiać) i cieszę się, że mam z tym coraz mniejsze trudności.

Drugą sprawą będą czytelnicy. Decyzja ucieczki z blogspota była naturalna, ponieważ coraz częściej zawieszał mi się kokpit do tworzenia wpisów. Owszem- nie opanowałam jeszcze kwestii włączenia Disqusa do WordPressa, ale nie wiem czy ma to w tej chwili (jakikolwiek) sens. Faktem jest również, że część blogosfery- wśród której najczęściej się udzielałam, trochę się wykruszyła. Czy to z powodów stricte osobistych, czy rozszerzenia swojej działalności. Dla mnie najważniejsze było znalezienie ludzi, z którymi mogę podyskutować o palących mnie kwestiach i na całe szczęście ci jeszcze tutaj zostali. Bardzo mi miło, że chce Wam się od czasu do czasu zostawić po sobie ślad.

Pamiętam, że pierwszym blogiem, na który trafiłam- a który interesował mnie pod względem tematycznym był blog Ani. Później zaczęłam chyba komentować wpisy Agny– okazało się, że obie lubimy Pana Tumnusa. Dalej śledziłam posty Fangirl’s Guide to the Galaxy i Zwierza (300 fanów na Fb i post z Lokim jako Brawurką- North Remembers ;)) wraz z Wiedźmą na Orbicie. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ od poznania tych stron (i użytkowniczek) wszystko się zaczęło.

A teraz garść statystyk. Najczęściej czytanym postem od kwietnia, czyli od momentu zmiany platformy był ten o komiksach Emily Carroll– co ma pewnie związek z wyzwaniem dotyczącym retellingu baśni (tutaj linkuję do reszty ciekawych wpisów).  Drugie miejsce zajmuje mój wpis dotyczący podobieństw między „Kung- fu Pandą” i „Naruto”. Podium zamyka post o „Death Note”, wraz z Shen Gong Wu i Den Den Mushi (to ostatnie ma pewnie związek z samym googlowaniem, ale może jednak ktoś to faktycznie czytał).

Wiem, że zwykle z moich wpisów leje się taki misz- masz, ale ma to pewnie związek z moim charakterem. Trzeci rok mam już za sobą. Obym dotrwała do kolejnych ;).

Pierwszy na WordPressie, drugi tak ogólnie, czyli Liebster Award.

Zdarzył się ten wiekopomny moment, Liebster Award dotarło i do mnie. Wcześniejszy blogspotowy był podparty tekstem z Czarodziejki z Księżyca i damn, żałuję, że nie umiem wymyślić równie chwytliwej frazy. Gwoli ścisłości, zostałam nominowana przez Anth, czego się rzecz jasna nie spodziewałam. A skoro się nie spodziewałam, to tym bardziej postaram się na jej pytania odpowiedzieć.

http://www.gorge.org/glastonbury/tort-faq4.shtml

 1. Masz możliwość rzucić swoje dotychczasowe życie na rok i wyjechać gdziekolwiek zechcesz. Jakie miejsce wybierasz?

Trudne pytanie. Najpierw myślałam o Hiszpanii, ale moje słownictwo nie przekracza 3 , góra 5 wyrażeń. Stosując tak zwaną zasadę eliminacji, chyba skusiłabym się na wyprawę do Wielkiej Brytanii, bo OMG tam jest Glastonbury z „Broken Sworda 3”  ;).

2. Jakiej muzycznej fascynacji z przeszłości wstydzisz się najbardziej?

Chyba Tokio Hotel. Z tym, że nie byłam fanką ze względu na wygląd, a raczej z powodu dość specyficznej muzyki (byłam wtedy w gimnazjum).

3. Przeżyłeś/aś już koncert życia? Cóż to był za wykonawca (jeśli był) lub będzie (jeśli jeszcze nie był)?

Chyba IAMX. Wróciłam z konfetti na głowie i do tej pory pamiętam co grano na samym początku.

4. Najbardziej pożądana cecha u przyjaciela to…?

Szczerość i fakt, że mogę na tę osobę liczyć w każdej trudnej sytuacji. Miałam kiedyś do czynienia z tzw. interesownymi ludźmi, którzy odzywali się tylko wtedy, jak czegoś potrzebowali. Jestem wręcz uczulona na tego typu zachowania.

5. Ulubione gulity pleasure?

Wszystkie łubu- du shouneny, z głupimi zwrotami zdarzeń i pokręconymi uniwersami.

6. Książka, której przeczytania żałujesz?

„50 twarzy Grey’a”. Wciąż w mojej głowie siedzi scena wyjmowania tamponu ;/.

7. Za co cenisz siebie najbardziej?

Za empatię, umiejętność słuchania i fakt, że nie umiem udawać kogoś, kim nie jestem.

8. Poleć mi trzy dobre książki. Albo filmy. Albo jedno i drugie.

Z książkami będzie trudno, ale z filmami mi łatwiej. „Wieczór Trzech Króli” z 1996 roku (ależ Imogen Stubbs tam świetnie gra), „Pusher II” (ciężkie kino społeczne i genialny Mads Mikkelsen), „Co się zdarzyło Baby Jane” (bo Bette Davis ;)).

9. Gdybyś mógł/mogła słuchać do końca życia tylko jednej płyty, to co by to było?

„Radio Bemba Sound System” Manu Chao. Cóż to za skoczna i energetyczna muzyka.

10. Ociekający tłuszczem burger czy wegański, organiczny falafel?

Jednak burger. A dnia następnego pewnie spotkają mnie sensacje żołądkowe.

11. Jaką jedną rzecz zmienił(a)byś w życiu, gdybyś mógł/mogła?

Zmieniłabym liceum do którego poszłam. A prócz tego to nic.

High five, recenzje.

Ponieważ mam wyjątkowo zły dzień (a poza tym mało kto tu zagląda), postanowiłam wrzucić linki, które nie uszły mojej uwadze.

1. Batman 2.0– jako fanka animacji wszelakich, musiałam wspomnieć o wpisie- który powstał (m.in.) dzięki mej upierdliwości. X-men: ewolucja, Batman Przyszłości i Martin Tajemniczy to moja prywatna święta trójca.

2. D jak Disney. Księga Dżungli– nie umiem w ten sposób analizować starszych produkcji Disney’a- zbyt dużo emocji, ale podoba mi się jak robi to rinoasin.

3. Przekleństwo sentymentu– czyli czego dowiemy się o najnowszym „Broken Swordzie”, na którego od dawna ostrzę swe trójkątne zęby. Bez George’a i Nico świat byłby o niebo smutniejszy.

4. Kilofem w herosa– kilofem w tego Dwayne’a Johnsona (dla tych, którzy szukają odpowiedniej opinii).

5. W paru słowach o „The Strain”– czyli nie wiem o co chodzi, ale fajna grafika u góry posta.

6. 2012 albo Genocide is fun–  bo miałam lekki fun z czytania.

Dzień Dziecka dla każdego.

Choć obchodzenie Dnia Dziecka jedni kwitują mniej (lub bardziej) wyraźnym wzruszeniem ramion, dziś wejdę w skórę  niedzielnego spamera i przytoczę kilka rzeczy nadających się do tego święta. Wiek rzecz jasna nie gra roli.

Poniższy wpis ilustruje jedna z mych ulubionych deviantartowych artystek, czyli Uzucake

Co obejrzeć:

1. Mały Nemo w krainie snów– jeśli obce jest wam zaklęcie „Sesama- pidżama” wiedzcie, że musicie nadrobić ten film. Nie tylko dlatego, że pojawia się w nim chodzące łóżko i kilka zapierających dech momentów.

2. Wielki Mysi Detektyw– dla mnie to klasyk z tych dzieł Disney’a, które wydają się nieco zapomniane. Zwierzęca wersja Sherlocka Holmes’ a z domieszką londyńskiego klimatu to jest to, co tygrysy lubią najbardziej.

3. Gwiezdne Wrota– mam wyraźny sentyment do tej produkcji i Jamesa Spadera, którego postać- jak wspomniałam bodaj na Twitterze przypomina mi Milo z  „Atlantydy”. Warto też zwrócić uwagę na  występ Jaye Davidsona  w roli boga Ra.

4. Kosmiczny Mecz*/ Kto wrobił Królika Rogera– choć łączenie animacji z fabularnym kinem nie zawsze dawało dobry efekt (patrz: „Cool World”) oba  te filmy mają w sobie coś przyciągającego.

5. Niekończąca się opowieść– potęga wyobraźni plus zapadające w oczodoły sceny (tak, mam na myśli tę z koniem).

6. Magiczny Miecz– wiem, że produkcja jest ostro krytykowana, ale klimatycznie mam z nią same ciekawe wspomnienia (bałam się jak nikt żelaznych potworów stworzonych przez Rubera- notabene korzystającego z mikstur firmy Acme).

*Kto jeszcze kolekcjonował kolorowanki?

What does the cat say?

W co zagrać:

1. Kapitan Pazur– najlepsza gra platformowa w dziejach, z nieśmiertelnym tekstem pt. „Będziemy robić za flaszkę” i „Cholerne ptaszyska”.

2. Hokus pokus Różowa Pantera/ Na Kłopoty Pantera– humor i dubbing Pazury robią swoje.

3. Hades Challenge– gra osadzona w mitycznym świecie plus design rodem z „Herkulesa”, czy muszę dodawać coś jeszcze?

4. Tajne akta: Tunguska– połączenie tego, co w przygodzie lubię najbardziej.

5. Rayman Legends– chociażby z powodu moich niedawnych peanów odnośnie ścieżki dźwiękowej.

6. Worms Armageddon– do tej pory pamiętam robaczki z bazooką, mówiące coś w stylu: „Oh, shit”.

Ps. Lista jest subiektywna i możecie dodać swoje propozycje.

Z Chin do Japonii, czyli kluseczki i ramen.

Albo raczej kilka powodów, dla których cykl „Kung-fu Pandy” przypomina mi anime „Naruto” autorstwa Masashiego Kishimoto.

Oczywiście wszystko w punktach.

Możliwe spoilery.

1. Zatarta przeszłość- zarówno Po, jak i Naruto nie znali swoich biologicznych rodziców, co więcej dowiadują się o ich istnieniu (i kilku związanych z tym faktach) z biegiem akcji. Mojej uwadze nie umknęło też to, że byli wychowywani przez samotnych mężczyzn. W przypadku Po mamy do czynienia z przyszywanym tatą Gąsiorem, zaś w kwestii Uzumakiego sprawa wygląda mniej kolorowo. Choć opiekował się nim Iruka, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pominięto tzw. wczesne dorastanie. Nie pamiętam wzmianek z życiorysu trzyletniego Naruto, co jest mą ogromną solą w oku względem fabuły-bo kto zadbał o to, by maluch mógł sam się wyżywić i chodzić?* Trzeci Hokage  mnie jakoś nie przekonuje.

ch_538_don__t_underestimate_me_by_kayts99-d3g4oxn

2. Niedocenianie- kiedy Panda zostaje wybrany na Smoczego Wojownika, reakcja Potężnej Piątki jest mniej niż entuzjastyczna. Po zdaje się  im tylko zawadzać- zwłaszcza Tygrysicy, która miała nadzieję otrzymać ów tytuł. Jednak z biegiem czasu Panda nie tylko odnajduje wiarę w siebie, ale wpływa na skostniałe otoczenie świata kung-fu. Ważna tu wydaje się reakcja pierwszego antagonisty serii: Tai Lunga, z miejsca dyskredytującego Po w roli przeciwnika. To samo można rzec odnośnie Naruto- Sakura z początku go nie trawi, Sasuke uważa za głupka, a nad aktywne zachowanie blondyna wcale nie przysparza mu fanów. Jednak biorąc pod uwagę odrzucenie (i niesprawiedliwość), niezwykle mile ogląda się, gdy ten ignorowany przez wszystkich chłopak nie tylko się nie poddaje, ale przede wszystkim zdobywa szacunek i akceptację. Nie w sposób ekspresowy, tylko stopniowy, co jest ogromnym atutem serii. Podobnie dzieje się z Po. Choć nauczył się korzystać ze swych umiejętności, nie zmienia się diametralnie, tylko wciąż myszkuje zapasy jedzenia przed treningiem.

3. Rasengan to Równowaga– to akurat moje wąskie skojarzenie, ale składa się na nie kilka elementów. Obie techniki są niezwykle trudne do opanowania, korzystała z nich nieliczna grupa osób (Czwarty Hokage, Jiraiya, Kakashi/mistrz Shifu). Poza tym, zarówno Rasengan, jak i Równowaga wyglądają jak kolisty przedmiot o wietrznej poświacie. Ich atak jest niezwykle mocny, ale wymaga ogromnej precyzji i lat doświadczenia. Jak można się domyślić, nasi bohaterowie opanowują te techniki dużo szybciej, niż można się tego spodziewać. No i obie muszą zostać przywołane w sposób słowny.

4. Przyjaźń- jeden z moich ulubionych wątków. W „Kung-fu Pandzie”, Po znajduje wspólny język z Tygrysicą, która choć wydaje się niedostępna i zdystansowana, jest równie uczuciowa co reszta bohaterów. To z nią w drugiej części Panda rozmawia o swych wątpliwościach względem pochodzenia i razem trenuje. Mocno mi to przypomniało relację Sasuke z Naruto, którzy- choć początkowo ze sobą rywalizują, wiedzą doskonale jak wiele ich łączy, począwszy od odosobnienia, na odrębnych traumach kończąc (kluczową sceną jest misja w Kraju Fal, gdzie Uchiha staje w obronie Uzumakiego, narażając się  na pewną śmierć-> bardzo lubię ten moment, jak i parę innych, bo niezmiernie im kibicuję).

5. Muzyka- parę motywów mogę przyrównać do autentycznych wyciskaczy łez. To pewnego rodzaju mistyka, delikatność, ale jednocześnie moc bębnów wydobywająca się gdzieniegdzie w trakcie cykli. Niektóre utwory tak mocno współgrają ze smutnymi wspomnieniami, że chcąc nie chcąc poczułam się poruszona. Nie tyle dramatycznymi deklaracjami bohaterów, tylko animowanymi fragmentami okraszonymi wyważoną melodią. Przykład: scena ratunku Po przed rzezią, czy momenty, gdy Naruto i Sakura mają dylematy [moralne] względem pogoni za Sasuke.

OrochimaruGrass6.  Czarne charaktery- tu odniosę się znów do Tai Lunga, z tego względu, że kojarzy mi się z Orochimaru (będącego wybitnym przykładem internetowych aluzji). Tak Lung, jak i Oro byli [w pewnym stopniu] ulubieńcami swych mentorów. Albo nie tyle ulubieńcami, co może osobami przejawiającymi niezwykłe zdolności. Jednak przekraczanie granic człowieczeństwa i eksperymenty powodują, że Orochimaru nie zostaje wybrany na Czwartego Hokage, a Tai Lung obchodzi się smakiem wizją Smoczego Zwoju. Obaj mają zbliżoną motywację i w podobny sposób odwracają się od swojej wioski/doliny. Warto również wspomnieć postać lorda Shena, chcącego oszukać przeznaczenie. Myślał, że zmieni swój los, przeżywał wypędzenie z domu- reszta była tylko zapalnikiem do dalszych obsesji. Poniekąd przypominał mi działalność Akatsuki i ich zmianę frontu po zabójstwie w Amegakure (śmierć Y. kosztem „polityki” Danzou).

NUP_142409_0011

7. Jedzenie- nie da się ukryć, że Po i Naruto są koneserami posiłków. Zapytany przez Kakashiego o ulubioną rzecz blondyn bez wahania odpowiada „Ramen”- co też udowadnia, będąc wiernym jednej  knajpce. Dodatkowo lodówka Uzumakiego posiada kilka, jak nie kilkanaście rodzajów owego przysmaku. Jeśli chodzi o Po, ma on pełne doświadczenie w prowadzeniu bistro z kluseczkami- a w dodatku nie przeszkadza mu to czasem je podjadać. Jednak restauracja nie jest znowuż byle jaka, bo główne danie zawiera specjalny, tajny składnik o którym wie tylko syn pana Gąsiora.

8.  Style walki- w obu seriach militarne akcje skupiają się na umiejętnościach sztuk walki, nie ma strzałów z pistoletu i króluje broń biała. W przypadku „KFP” zagrożeniem wydają się sztuczne ognie, a sami adepci posługują się wspomnianym już kung-fu o różnych odmianach (styl Małpy, Żurawia, Żmii, Tygrysa, Modliszki->wypisz wymaluj Potężna Piątka). W  „Naruto” mamy do czynienia z  ninjutsu, genjustu i innymi technikami, których w tej chwili nie wymienię. Co ciekawe obie wersje rezygnują z posiadania rozbudowanych technologii, z wyjątkiem telewizorów (i kina) pojawiających się u Kishimoto.


*kwestię Sasuke będącego świadkiem masakry pozostawiam już odrębną kwestią (naprawdę nikt się nim potem nie interesował?!)

Filmowe fragmenty, które ostatnio siedzą mi w głowie (obrazki).

rs_1024x759-130719130320-1024.divergent2.mh.071913

1. Z cyklu ostatnio widziane, czyli Tris i Christina skaczące z pociągu („Niezgodna”).

 

2. Mr President próbujący nawiązać kontakt z kosmitami przy pomocy słynnego utworu „Axel F” („Potwory kontra Obcy”).

 
 
 

3. Lord Farquaad torturujący Ciastka ze „Shreka” („Ty i ta twoja hałastra, która psuje mój idealny świat” + „Nic mu nie mów!”).

 

 

hp7204

4. Voldemort i jego niezręczny śmiech („Harry Potter is dead!”).

 

 

5. Syndrome mówiący: „O ty świnko, zacząłem monolog” („Iniemamocni”).